poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział 18.

... Porwałam Amy za rękę i wyszłyśmy z budynku. Chciałam pójść do domu, wziąć głęboką kąpiel i poryczeć w łóżku, chciałam te wszystkie emocje wyładować, a jest ich sporo. 

- To co się w końcu stało?- zapytała ledwo wstawiona.
- Amy, ty jak przyjdziesz do domu, to weź szybki prysznic i wskakuj do łóżka, ty ledwo żyjesz. Co do mojej sprawy, to fajnego chłopaka zwołałaś mi do tańca.- Powiedziałam z sarkazmem.
- Cieszę się, dobry w tańcu?
- Babo! Halo! Mówię do ciebie! To był beznadziejny chłopak. Tym chłopakiem był Justin.
- Serio? Hahahaha, ale żem ci wybrała.
- Tsaa, super. Chciałam odpocząć od niego, odstresować się, a tu go na imprezie spotykam i z nim tańczę... lepiej być nie mogło...
- Widać jesteście sobie przeznaczeni, hahaha.
- Hahaha, bardzo śmieszne. Nie denerwuj mnie już. Dobra, spadam w swoją stronę, do jutra.
- Aha, bo to już.. No dobra, paaa.- Powiedziała zmieszana.

Alex:

Wzięłam 1,5 godzinną kąpiel i poszłam spać. Nie miałam siły na nic. Wstałam o 11:00 i poszłam pod prysznic. Wyszłam po 10 minutach i zeszłam zrobić sobie śniadanie. Zjadłam najprostsze śniadanie, czyli, płatki z mlekiem. A może napiszę do Amy, jak tam po imprezie, tylko gdzie jest telefon, pytanie za 100 punktów. Chyba zostawiłam go w łazience na półce jak brałam prysznic. Pohasałam do łazienki i sięgnęłam na półkę po telefon. Nagle, usłyszałam straszny huk na dole. Strasznie się przestraszyłam, nogi ugięły mi się w kolanach, a serce zaczęło mi szybciej bić. Znów padł kolejny huk, zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam płakać, bo nie wiedziałam co się dzieje na dole. Trzęsłam się niesamowicie, w tym momencie myślałam tylko żeby tu ten ktoś tu nie przyszedł. Bez chwili zastanowienia wzięłam telefon i zadzwoniłam do Justina, nie obchodziło mnie to że jego proszę o pomoc, miałam tylko jego by mnie uratował. 

- Alex?- Powiedział lekko zdziwiony.
- Justin! Przyjedź do mnie! Ktoś jest u mnie w domu i chodzi na dole, zamknęłam się w łazience i strasznie się boje, ratuj mnie!- Powiedziałam płacząc.
- Że co?! Już tam jadę, tylko nie wychodź z łazienki.
- Dobrze, tylko szybko, błagam!

Alex:

Jezu, nie wiedziała jak się opanować. Słyszałam jak na dole ktoś coś ciągle niszczył i rozwalał. Zaraz po tym usłyszałam strzał z pistoletu, Boże kochany! Co tam się stało?! Usłyszałam jak ktoś szybko biegnie po schodach na górę i zmierza w stronę drzwi w których jestem. Serce biło mi jak oszalałe, czułam że mogę zemdleć.Ktoś zapukał do drzwi.

- Alex, jesteś tam?
- Jus.. Justin? To ty?- Wyjąkałam przestraszona jak bym zobaczyła ducha.
- Tak to ja. Wpuść mnie.

Alex:

Otworzyłam drzwi i rzuciłam się Justinowi na ramiona. Zaczęła go przytulać z całej siły i płakałam na jego ramieniu.

- Justin, dziękuje ci, gdyby nie ty to bym mogła już nie żyć. No i przepraszam cię że wydarłam się wtedy tak na ciebie. Dziękuję ci i przepraszam cię.- Jeszcze bardziej zaczęłam płakać. 
- Dobrze, nic się nie stało, już tak nie płacz.- Nie wierzę że to robię.Mam jakieś uczucia, jestem w szoku. Przytuliłem Alex to swojego torsu z całej siły, żeby poczuła się bezpieczna. Chyba się jej to spodobało, bo nie chciała mnie puścić.

Alex:

Mogłabym trwać w jego objęciach bez przerwy, ale musiałam to przerwać.

- Justin, wiesz co się działo ostatniej nocy.
- Tak, nie gadajmy o tym, mówmy jak by tej nocy nie było. Ty chyba też nie chcesz za bardzo tego tematu drążyć.
- Wolałabym żeby go nie było... Musimy wszystko sobie wytłumaczyć i wyjaśnić. A i jeszcze co się stało z tym kimś kogo zabiłeś?
- Chłopaki się wszystkim zajęli, nie ma śladu że ktoś tu był.
- I to tak szybko?
- Tak, tak szybko.
- Mam do ciebie pytanie, bardzo ważne. Chodźmy do mojego pokoju to wszystko sobie wyjaśnimy. 
- Oo! Szybko się już otrzęsłaś.
- Szczerze? Bo ty tu przyszedłeś i poczułam się bezpieczna. A po tym co przeżyłam w fabryce, nie wiem czy będzie coś straszniejszego.
- Chyba że tak.

Alex:

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. W końcu napisałam, następny postaram się dziś napisać i wstawić. CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz