...Możemy iść na jakąś imprezkę. Hmmm?
- Chyba masz rację, muszę dać sobie z nim spokój na jakiś czas. A co do imprezki to bardzo dobry pomysł, chętnie gdzieś wyskoczę.
- Wszystko będzie dobrze, już się tak nie przejmuj, imprezka dobrze nam zrobi. Wejdę na Facebooka i zobaczę czy ktoś może organizuję imprezę.
- Okey. No i dzięki za wszystko.
- Nie ma sprawy... O patrz! Ale nam się trafiło. Imprezka na zawołanie. Pamiętasz tą naszą koleżankę Sally? Przeniosła się do szkoły tu nie daleko.
- Aaa, tak tak, pamiętam.
- Organizuję jakąś huczną imprezę i wstęp jest dla wszystkich, impra odbędzie się jutro o 19:00.
- Super! Nie będziemy musiały czekać z niecierpliwością. Podobno Sally ma wielką chatę i basen w ogrodzie. Nieźle się jej rodzice dorobili.
- Hahaha, szczęściara. Pewnie przyjdzie masa ludzi, jak taka chata.
- No dokładnie. Będę już spadać do domu a jutro na Facebooku się umówimy o której godzinie pójdziemy. A jeszcze zapomniałam. Co ubierasz?
- Wezmę bordową sukienkę i czarne koturny.
- To ja też podobnie. Będę spadać bo już późno.
- Odprowadzę cię na dół.
- Okey.
- Ale masz fajne trampki.
- Dzięki. Dostałam od ciotki nie dawno. Raz na rok coś dostanę od niej. Muszę zapisać to w kalendarzu.
- Hahahaha, koniecznie.
- To do jutra, paaa.
- Paa, do jutra.
Alex:
Gdy wyszłam od Amy na zegarku była już 22:00. Wow! Zasiedziałam się troszkę. Bałam się iść tak sama przez miasto i to o tej godzinie. Przez całą drogę myślałam tylko o tym że może coś wyskoczyć zza krzaków i mnie porwać lub zabić. Uf, już na szczęście widzę swój dom, jestem blisko. Zaczęłam biegnąć truchtem żeby być jak najszybciej. Chciałam wskoczyć pod prysznic i położyć się spać, o tym właśnie marzyłam. Weszłam do do domu i zamknęłam drzwi na klucz. Pobiegłam do sypialni i odłożyłam telefon na półkę. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam 10 minutowy prysznic i poszłam do łóżka. Nie myślałam o tym wcześniej, ale Justina nie ma w domu. Już nie chcę mi się o nim myśleć, idę spać. W momencie zasnęłam i spałam jak zabita.
*** Rano***
Obudziłam się o 8:30. Tradycyjnie poszłam pod prysznic i zrobiłam lekki makijaż by ukryć niedoskonałości. Zeszłam na dół zrobić jakieś śniadanie. Zobaczyłam Justina siedzącego na kanapie w salonie i oglądającego tv. Chciałam już mieć z głowy rozmowę z nim. Podeszłam do niego i zaczęłam nawijać.
- Hej. Nie chcę wiedzieć czemu cię nie było na noc i gdzie byłeś. Chcę ci coś wyjaśnić. Możemy pogadać?
- Yhym.
- Nie wiem czy wiesz, czy nie, ale nie mam rodziców tylko opiekuję się mną ciotka, która odwiedza mnie raz na rok. Rodzice zginęli w wypadku samochodowym. No i chodzę jeszcze jak każdy dzieciak do szkoły. Przemyślałam to wszystko i myślę że powinniśmy odpocząć od siebie przez kilka dni, tak będzie lepiej dla mnie i dla ciebie. To wszystko za szybko się stało.
- Dobra, może to dobry pomysł. Idę po swoje rzeczy i spadam.
- To tylko kilka dni, potem wszystko będzie po staremu i w porządku, mam nadzieję.
Alex:
Justin wziął swoje rzeczy i wyszedł z domu, ja zrezygnowana poszłam zjeść płatki z mlekiem.
Po śniadaniu, umyłam za sobą miskę i poszłam po laptopa. Weszłam na Twittera i Facebooka. Wszędzie gwizdali o imprezie u Sally. Nie mogłam się już doczekać, może chociaż trochę się odstresuję. Muszę sobie postanowić żeby bawić się jak najlepiej. Ciekawe czy Justin tam będzie, akurat nie chcę go dziś tam spotkać. Siedziałam na laptopie dobre 3 godziny, była już 13:00. Poszłam zrobić sobie zupkę chińską, bo miałam lenia i nie zrobiłam obiadu. Wszamałam wszystko i poszłam pooglądać tv. Oglądałam do godziny 15:00. Poszłam się już zbierać na ipmrę, bo moim tempem trzeba kilka godzin wcześniej. Wzięłam czysty ręcznik, telefon do ręki i weszłam do łazienki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Macie taki rozdzialik, biorę się za następny. CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
środa, 31 lipca 2013
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdział 15.
- Okey. Wyszłam na górę do sypialni Amy i usiadłam na sofie.Pomyślałam, że jednak opowiem jej wszystko teraz o mnie i Justinie, wygadam się teraz to będzie mi lepiej. Ledwo usiadłam, a kumpela przyszła już z zapasem jedzenia i picia. - Szybka jesteś.
- Ma się tą wprawę.
- Przemyślałam sobie coś i... Opowiem ci co to się stało między mną a Justinem.
- Z przyjemnością posłucham i ci pomogę. Dawno nic się nie działo w naszym życiu, zawsze było nudne i szare, co nie?
- Beznadziejne było, chodź teraz też nie jest lepsze. No znaczy dla mnie jak na razie, nie wiem jak dla ciebie.
- Ostatnich dni nie wspominam za dobrze, muszę ci powiedzieć. Dobra, zacznijmy w końcu twój temat, bo chcę ci już pomóc.
- Ooo, kochana jesteś. No więc do rzeczy. Gdy w fabryce gdzieś cie zabrali, ja zesłabłam kilka razy i zostałam pokopana pobita i posiniaczona, z resztą jak widzisz. Zostałam także postrzelona w ramię, muszę ci powiedzieć że to był najgorszy moment jaki miałam w życiu, nie wyobrażalny ból. Nagle zjawił się jakiś chłopak, który chciał mnie uratować, nie wszystko pamiętam z tamtego wydarzenia, bo wtedy gdy on przyszedł, zrobiła mi się przed oczami mgła i znów zesłabłam. Najprawdopodobniej ten chłopak, zawiózł mnie swoim samochodem do szpitala i tam dopiero obudziłam się z opatrzonymi ranami. Byłam w lekkim szoku i nie ogarniałam gdzie jestem i co się stało, dopiero on mi coś przypomniał. Tym chłopakiem okazał się nie nikt inny, tylko Justin. Leżał przy moim łóżku i trzymał mnie za rękę i był dla mnie miły, nie wiarygodne, no nie?
- No ja to go za bardzo nie znam. Ale z wyglądu wygląda na zadziornego i niebezpiecznego.
- No dokładnie. Później dostałam wypis od lekarza i Justin zawiózł mnie do domu. No ale jeszcze przed wejściem do samochodu, podziękowałam Justinowi że mnie uratował i dałam mu buziaka. On powiedział tam swoją przemowę, którą czułam że mówi prosto z serca i też mi dał buziaka. W samochodzie zadzwonił jeszcze do swoich kumpli, zapytać co z tobą i w ogóle. Opowiadam ci tak bez detali żeby było szybciej.
- No spoko, spoko.
- No więc, jak dowiedzieliśmy się że z tobą wszystko okey, to pojechaliśmy do mojego domu. Zapomniałam ci jeszcze powiedzieć że spytałam się Justina czy zamieszka ze mną tydzień, bo wiesz sama się boję. Zgodził się bez żadnego wahania. W domu takie tam, blablablabla, nic ciekawego się nie działo. Obudziła się w sypialni, ale nie sama, koło mnie spał Justin. Później ogarnęliśmy się i pojechaliśmy na zakupy do galerii, ale wcześniej odwiedziliśmy jeszcze jego kumpli, ja pozwiedzałam dom, a oni gadali. Byłam w pokoju Justina i zapatrzyłam się na cytaty które miał na suficie, nie słyszałam jak on wszedł do pokoju, nagle położył mi rękę na ramieniu a ja odskoczyłam i o mało co nie dostałam zawału. O to właśnie się pokłóciliśmy. Zakupy w galerii zrobiłam bardzo szybko, jak nigdy w życiu. Przede wszystkim spieszyłam się do ciebie. Gdy przyjechałam, poszłam przemyć twarz i pobiegłam do ciebie. To masz tak opowiedziane w dużym skrócie.
- Wow! Yyy.. no... Zaskoczyłaś mnie troszkę.
- Chora historia, no nie?
- I to bardzo.
- To co ja mam zrobić? Jestem bezradna. Jeszcze mu nie mówiłam że moi rodzicie nie żyją i że niby ciotka się mną opiekuje, ciotka przyjeżdża do mnie tylko raz do roku na Boże Narodzenie. I nie wie że ja jeszcze chodzę do szkoły.
- A on wie że są wakacje? I ile on ma lat?
- Ja mam nadzieję że wie. Rocznikowo 19.
- Ja myślę tak. Jak teraz wrócisz do domu, połóż się spać i rano wyjaśnij mu wszystko. Powiedz mu że twoi rodzice nie żyją i że ciocia się tobą opiekuje. No i że chodzisz do szkoły. Daj sobie z nim spokój na kilka dni i odpocznij od niego, mówię ci, dobrze ci to zrobi. Możemy iść na jakąś imprezkę. Hmmm?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. W końcu dodałam. W następnym rozdziale akcja się rozkręci. CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
- No ja to go za bardzo nie znam. Ale z wyglądu wygląda na zadziornego i niebezpiecznego.
- No dokładnie. Później dostałam wypis od lekarza i Justin zawiózł mnie do domu. No ale jeszcze przed wejściem do samochodu, podziękowałam Justinowi że mnie uratował i dałam mu buziaka. On powiedział tam swoją przemowę, którą czułam że mówi prosto z serca i też mi dał buziaka. W samochodzie zadzwonił jeszcze do swoich kumpli, zapytać co z tobą i w ogóle. Opowiadam ci tak bez detali żeby było szybciej.
- No spoko, spoko.
- No więc, jak dowiedzieliśmy się że z tobą wszystko okey, to pojechaliśmy do mojego domu. Zapomniałam ci jeszcze powiedzieć że spytałam się Justina czy zamieszka ze mną tydzień, bo wiesz sama się boję. Zgodził się bez żadnego wahania. W domu takie tam, blablablabla, nic ciekawego się nie działo. Obudziła się w sypialni, ale nie sama, koło mnie spał Justin. Później ogarnęliśmy się i pojechaliśmy na zakupy do galerii, ale wcześniej odwiedziliśmy jeszcze jego kumpli, ja pozwiedzałam dom, a oni gadali. Byłam w pokoju Justina i zapatrzyłam się na cytaty które miał na suficie, nie słyszałam jak on wszedł do pokoju, nagle położył mi rękę na ramieniu a ja odskoczyłam i o mało co nie dostałam zawału. O to właśnie się pokłóciliśmy. Zakupy w galerii zrobiłam bardzo szybko, jak nigdy w życiu. Przede wszystkim spieszyłam się do ciebie. Gdy przyjechałam, poszłam przemyć twarz i pobiegłam do ciebie. To masz tak opowiedziane w dużym skrócie.
- Wow! Yyy.. no... Zaskoczyłaś mnie troszkę.
- Chora historia, no nie?
- I to bardzo.
- To co ja mam zrobić? Jestem bezradna. Jeszcze mu nie mówiłam że moi rodzicie nie żyją i że niby ciotka się mną opiekuje, ciotka przyjeżdża do mnie tylko raz do roku na Boże Narodzenie. I nie wie że ja jeszcze chodzę do szkoły.
- A on wie że są wakacje? I ile on ma lat?
- Ja mam nadzieję że wie. Rocznikowo 19.
- Ja myślę tak. Jak teraz wrócisz do domu, połóż się spać i rano wyjaśnij mu wszystko. Powiedz mu że twoi rodzice nie żyją i że ciocia się tobą opiekuje. No i że chodzisz do szkoły. Daj sobie z nim spokój na kilka dni i odpocznij od niego, mówię ci, dobrze ci to zrobi. Możemy iść na jakąś imprezkę. Hmmm?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. W końcu dodałam. W następnym rozdziale akcja się rozkręci. CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
piątek, 26 lipca 2013
Rozdział 14.
- Cześć!
- Siema- Odpowiedzieli chórem.
- Dobra Alex, to jest Chaz, Ryan, Chris, Dan, Fredo i James. Chaz, Ryan, Chris, Dan, Fredo i James, to jest Alex. Przedstawieni jesteście, więc możemy pogadać. Alex, jeśli nie chcesz z nami tu siedzieć, to porozglądaj się tu po domu, mój pokój jest na piętrze, ostatnie czarne drzwi w korytarzu.
- Yhym.- Odpowiedziałam troszkę znudzona. Stres już ze mnie zszedł i myślę że mnie jak najlepiej odebrali, tak sądzę. Szłam przez długi korytarz rozmyślając nad tym jak to wszystko się w szybkim czasie stało. Ledwo tydzień znam Justina, a już razem mieszkamy i nawet spaliśmy w jednym łóżku, nie mogę tak dalej, muszę to na chwilę zatrzymać i przemyśleć, po zakupach muszę pędzić szybko do Amy żeby doradziła mi co mam zrobić. To wszystko jest takie trudne, przerasta mnie to już... O już jest, pokój Justina. Miałam pozwolenie na zwiedzenia wszystkich pomieszczeń, ale nie poszłam do pokojów jego kumpli, bo dziwnie by mi było tak grzebać po pokojach obcych ludzi, jednakże nie skorzystałam, tylko odwiedziłam pokój Justina. Chwyciłam klamkę i popchnęłam drzwi do przodu. Wow! Jestem w niezłym szoku. Pokój jest cudowny *.* Czarno-fioletowe ściany, bosko, na środku pokoju znajdowało się ogromne łóżko, na ścianie była gigantyczna plazma a przy niej półeczka z trzema konsolami i gigantycznym stosem gier. Koło drzwi stały 3 wielkie szafy z ciuchami i jedna komoda też zapewne z ubraniami. Na suficie były różne napisy i cytaty, które bardzo mi się spodobały ale i też się zdziwiłam że Justin takie coś ma, on? serio? Najbardziej upodobałam sobie "NEVER SAY NEVER" i "BELIEVE". Nie znam przecież Justina dokładnie i nie wiem, czym się interesuje i takie tam... No nic, wszystkiego dowiem się w swoim czasie. Patrzyłam się jeszcze przez dobre 10 minut na te cytaty, naprawdę wyglądały cudnie, muszę sobie zgapić to od niego i w domu, to znaczy już w nowym domu jak wyjadę, takie zrobić. Stałam jak słup soli i patrzyłam się na sufit, nagle poczułam jakąś dłoń na ramieniu, przestraszyłam się i momentalnie się odwróciłam. Okazało się że to był Justin. Złapałam się za serce i zaczęłam dyszeć, musiałam się na niego wydrzeć bo o mało co na zawał nie zeszłam.
- Justin, oszalałeś?! Chcesz żebym zawału dostała?!
- Boże, tobie nic nie pasuje, przepraszam jeśli się przestraszyłaś.
- Mi nic nie pasuje?!
- No czasem lubisz zrzędzić.
- Ja zrzędzę?! No chyba nie.- Może nie potrzebnie się tak wkurzyłam na niego, ale to pod wpływem emocji no i wszystko mnie już przerasta...
- Zdarza ci się to czasem, nie zaprzeczaj.
- Już mnie człowieku nie denerwuj. Jedźmy do tej galerii.
- A nie wolisz tego jutro zrobić? Mogłabyś sobie odpocząć dziś.
- Nie! Do cholery, idziesz czy mam sobie zamówić taksówkę?
- Mogłabyś być milsza, bo przeginasz. Lepiej jedźmy już.
- No w końcu, pfff...
Justin:
Alex momentami doprowadza mnie do szału. Wydziera się nie potrzebnie, nie chciałem już się z nią kłócić. Może to wszystko już ją przerasta, sam nie wiem...
Alex:
Już mam tego wszystkiego dosyć, muszę iść do Amy po zakupach, bo ja nie wiem co mam robić. Ja tak dalej nie mogę żyć... Całą drogę przemilczeliśmy, nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Droga strasznie długo się ciągła, ale w końcu byliśmy na miejscu. Poszłam do tych sklepów co zawsze m.in. (H&M, House, Reserved, New Yorker itd.). Akurat trafiłam sobie na dzień wielkich przecen więc nakupiłam masę ciuchów. Kupiłam dużo szortów, topów, bluz, swetrów, spodni, 6 par butów i różne bransoletki, kolczyki, okulary i ogólnie takie akcesoria. Na koniec poszłam jeszcze zrobić jakieś zakupy do domu, bo lodówka świeciła szarością. Bardzo szybko uwinęłam się ze wszystkimi zakupami. Całą drogę przemilczeliśmy, no i to może dobrze bo byśmy się pokłócili doszczętnie o byle co. Justin wziął zakupy i wniósł do domu. Ja poszłam do łazienki oblać twarz zimną wodą i rozczesać włosy. Wyszłam i powiedziałam Justinowi że idę do Amy i mogę późno wrócić. Mało go to obchodziło że późno wrócę, a niby zawsze taki opiekuńczy, pff.. dla mnie to lepiej, mam więcej luzu i swobody. Na zegarku była 17:00 kiedy wyszłam z domu. Muszę przyznać że bałam się iść sama bo po tej aferze jak nas porwali. No i jeszcze w sprawy Justina jestem wplątana, to już w ogóle super... Nie chce o tym myśleć, muszę się wziąć w garść i iść na przód. Do kumpeli miałam jakieś 15 minut, ale moim tempem to dłużej schodzi. Przyszłam do nie na 17:25, przedłużyłam sobie podróż o 10 minut, trudno. Zapukałam do drzwi i czekałam na Amy. Słyszałam jak ktoś zbiega ze schodów i zbliża się. Drzwi się otworzyły a w progu zobaczyłam szczęśliwą Amy na mój widok.
- Hej Amy, jestem taka szczęśliwa że cię widzę w całości.
- Hej, no dobrze że nie jestem w połówce, hahaha. Wejdź do środka
- Słyszałam że byłaś w szpitalu z jakimś Dawidem, czy to ten co mi o nim opowiadałaś?
- Tak, właśnie z tym Dawidem byłam w szpitalu. A co się z tobą stało, bo za bardzo mi nie powiedzieli, hmm?
- Pamiętasz tego Justina, co z nim jechałyśmy na koncert?
- Tak tak, pamiętam.
- No to on mnie uratował i razem później byliśmy w szpitalu. Ale nie chcę o nim teraz gadać, możemy kiedy indziej?
- No jasne, nie ma problemu. Ale co się stało? Zranił cię czy co?
- Pokłóciliśmy się dzisiaj no i mnie to wszystko już cholernie przerasta. Muszę z tym zastopować i pomyśleć co dalej, chciałam żebyś mi pomogła to wszystko ogarnąć i doradzić co mam zrobić.
- Oczywiście że ci pomogę, od tego tu jestem, słonko. To mówisz że Justin się stał...
- Hahahaha, Tak stał się i to za szybko.
- Chodź, do mojego pokoju i tam sobie usiądziemy i pogadamy. Wezmę jakiś sok i coś do przekąszenia. Zmykaj na górę a ja zaraz tam przyjdę
- Okey.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Taki se rozdzialik, jak będę mieć wenę to dodam następny dzisiaj, ale nic nie obiecuję :D
CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
- Dobra Alex, to jest Chaz, Ryan, Chris, Dan, Fredo i James. Chaz, Ryan, Chris, Dan, Fredo i James, to jest Alex. Przedstawieni jesteście, więc możemy pogadać. Alex, jeśli nie chcesz z nami tu siedzieć, to porozglądaj się tu po domu, mój pokój jest na piętrze, ostatnie czarne drzwi w korytarzu.
- Yhym.- Odpowiedziałam troszkę znudzona. Stres już ze mnie zszedł i myślę że mnie jak najlepiej odebrali, tak sądzę. Szłam przez długi korytarz rozmyślając nad tym jak to wszystko się w szybkim czasie stało. Ledwo tydzień znam Justina, a już razem mieszkamy i nawet spaliśmy w jednym łóżku, nie mogę tak dalej, muszę to na chwilę zatrzymać i przemyśleć, po zakupach muszę pędzić szybko do Amy żeby doradziła mi co mam zrobić. To wszystko jest takie trudne, przerasta mnie to już... O już jest, pokój Justina. Miałam pozwolenie na zwiedzenia wszystkich pomieszczeń, ale nie poszłam do pokojów jego kumpli, bo dziwnie by mi było tak grzebać po pokojach obcych ludzi, jednakże nie skorzystałam, tylko odwiedziłam pokój Justina. Chwyciłam klamkę i popchnęłam drzwi do przodu. Wow! Jestem w niezłym szoku. Pokój jest cudowny *.* Czarno-fioletowe ściany, bosko, na środku pokoju znajdowało się ogromne łóżko, na ścianie była gigantyczna plazma a przy niej półeczka z trzema konsolami i gigantycznym stosem gier. Koło drzwi stały 3 wielkie szafy z ciuchami i jedna komoda też zapewne z ubraniami. Na suficie były różne napisy i cytaty, które bardzo mi się spodobały ale i też się zdziwiłam że Justin takie coś ma, on? serio? Najbardziej upodobałam sobie "NEVER SAY NEVER" i "BELIEVE". Nie znam przecież Justina dokładnie i nie wiem, czym się interesuje i takie tam... No nic, wszystkiego dowiem się w swoim czasie. Patrzyłam się jeszcze przez dobre 10 minut na te cytaty, naprawdę wyglądały cudnie, muszę sobie zgapić to od niego i w domu, to znaczy już w nowym domu jak wyjadę, takie zrobić. Stałam jak słup soli i patrzyłam się na sufit, nagle poczułam jakąś dłoń na ramieniu, przestraszyłam się i momentalnie się odwróciłam. Okazało się że to był Justin. Złapałam się za serce i zaczęłam dyszeć, musiałam się na niego wydrzeć bo o mało co na zawał nie zeszłam.
- Justin, oszalałeś?! Chcesz żebym zawału dostała?!
- Boże, tobie nic nie pasuje, przepraszam jeśli się przestraszyłaś.
- Mi nic nie pasuje?!
- No czasem lubisz zrzędzić.
- Ja zrzędzę?! No chyba nie.- Może nie potrzebnie się tak wkurzyłam na niego, ale to pod wpływem emocji no i wszystko mnie już przerasta...
- Zdarza ci się to czasem, nie zaprzeczaj.
- Już mnie człowieku nie denerwuj. Jedźmy do tej galerii.
- A nie wolisz tego jutro zrobić? Mogłabyś sobie odpocząć dziś.
- Nie! Do cholery, idziesz czy mam sobie zamówić taksówkę?
- Mogłabyś być milsza, bo przeginasz. Lepiej jedźmy już.
- No w końcu, pfff...
Justin:
Alex momentami doprowadza mnie do szału. Wydziera się nie potrzebnie, nie chciałem już się z nią kłócić. Może to wszystko już ją przerasta, sam nie wiem...
Alex:
Już mam tego wszystkiego dosyć, muszę iść do Amy po zakupach, bo ja nie wiem co mam robić. Ja tak dalej nie mogę żyć... Całą drogę przemilczeliśmy, nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Droga strasznie długo się ciągła, ale w końcu byliśmy na miejscu. Poszłam do tych sklepów co zawsze m.in. (H&M, House, Reserved, New Yorker itd.). Akurat trafiłam sobie na dzień wielkich przecen więc nakupiłam masę ciuchów. Kupiłam dużo szortów, topów, bluz, swetrów, spodni, 6 par butów i różne bransoletki, kolczyki, okulary i ogólnie takie akcesoria. Na koniec poszłam jeszcze zrobić jakieś zakupy do domu, bo lodówka świeciła szarością. Bardzo szybko uwinęłam się ze wszystkimi zakupami. Całą drogę przemilczeliśmy, no i to może dobrze bo byśmy się pokłócili doszczętnie o byle co. Justin wziął zakupy i wniósł do domu. Ja poszłam do łazienki oblać twarz zimną wodą i rozczesać włosy. Wyszłam i powiedziałam Justinowi że idę do Amy i mogę późno wrócić. Mało go to obchodziło że późno wrócę, a niby zawsze taki opiekuńczy, pff.. dla mnie to lepiej, mam więcej luzu i swobody. Na zegarku była 17:00 kiedy wyszłam z domu. Muszę przyznać że bałam się iść sama bo po tej aferze jak nas porwali. No i jeszcze w sprawy Justina jestem wplątana, to już w ogóle super... Nie chce o tym myśleć, muszę się wziąć w garść i iść na przód. Do kumpeli miałam jakieś 15 minut, ale moim tempem to dłużej schodzi. Przyszłam do nie na 17:25, przedłużyłam sobie podróż o 10 minut, trudno. Zapukałam do drzwi i czekałam na Amy. Słyszałam jak ktoś zbiega ze schodów i zbliża się. Drzwi się otworzyły a w progu zobaczyłam szczęśliwą Amy na mój widok.
- Hej Amy, jestem taka szczęśliwa że cię widzę w całości.
- Hej, no dobrze że nie jestem w połówce, hahaha. Wejdź do środka
- Słyszałam że byłaś w szpitalu z jakimś Dawidem, czy to ten co mi o nim opowiadałaś?
- Tak, właśnie z tym Dawidem byłam w szpitalu. A co się z tobą stało, bo za bardzo mi nie powiedzieli, hmm?
- Pamiętasz tego Justina, co z nim jechałyśmy na koncert?
- Tak tak, pamiętam.
- No to on mnie uratował i razem później byliśmy w szpitalu. Ale nie chcę o nim teraz gadać, możemy kiedy indziej?
- No jasne, nie ma problemu. Ale co się stało? Zranił cię czy co?
- Pokłóciliśmy się dzisiaj no i mnie to wszystko już cholernie przerasta. Muszę z tym zastopować i pomyśleć co dalej, chciałam żebyś mi pomogła to wszystko ogarnąć i doradzić co mam zrobić.
- Oczywiście że ci pomogę, od tego tu jestem, słonko. To mówisz że Justin się stał...
- Hahahaha, Tak stał się i to za szybko.
- Chodź, do mojego pokoju i tam sobie usiądziemy i pogadamy. Wezmę jakiś sok i coś do przekąszenia. Zmykaj na górę a ja zaraz tam przyjdę
- Okey.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Taki se rozdzialik, jak będę mieć wenę to dodam następny dzisiaj, ale nic nie obiecuję :D
CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
wtorek, 23 lipca 2013
Rozdział 13
...Nie mogłem jej tu tak zostawić, wziąłem ją na ręce i zaniosłem
do sypialni. Jak teraz śpi to nie ma już nic do gadania i będziemy tu razem
spać, jak na wygodnym to we dwójkę. Położyłem się koło Alex i zasnąłem w
momencie.
Alex:
Pod koniec filmu zasnęłam przy Justinie, a obudziłam się w swojej
sypialni, ale nie sama. Tym razem udało mu się, ale mam nadzieję że to już się
nie powtórzy. Wstałam po cichu żeby go nie obudzić i poszłam pod prysznic,
wyszłam po 10 minutach. Zapomniałam że nie mam żadnych ciuchów i że mam dzisiaj
iść na jakieś zakupy. Jedyne wyjście, to pożyczyć się od Justina jakiś dresów,
trochę dziwnie mi iść do niego i pytać się czy pożyczy mi ciuchy. No trudno,
raz się żyje. Owinęłam się w ręcznik i poszłam do sypialni. Justin akurat już
nie spał, tylko leżał i robił coś na telefonie.
- Justin, pożyczyłbyś mi jakieś spodnie i koszulkę? dziś pójdę dopiero na zakupy.
- Nie ma problemu, bierz co chcesz. Powiedziałaś że idziesz na
zakupy? Nieee, samej cie nie puszczę, jeszcze ci się coś stanie, przecież wiesz
że nie jesteś jeszcze za bardzo na siłach, lekarz kazał ci leżeć i odpoczywać,
no a poza tym mógł by cię ktoś mi jeszcze porwać. Pójdę z tobą.
- Jak ci się chce chodzić po sklepach, to jak najbardziej. Wiem że
mam odpoczywać, ale nie będę chodzić przecież w czyiś ciuchach albo w samej
bieliźnie. Powiadasz że mógłby mnie ktoś ukraść tobie? Zrozumiałam to jakbyś
chciała powiedzieć że jestem twoja, a tak raczej nie jest.
- Oj kochana jest
- Nie, nie jest.
- Tak, jest.
- Nie, nie jest.
- Tak, jest.
- Nie, nie jest.
- Ja wiem lepiej, cicho tam.
- Ty wiesz wszystko najlepiej.
- No przecież.
Alex:
Poszłam pogrzebać coś w jego ciuchach, wzięłam białą bokserkę,
czarne rurki z paskiem i dużą szarą bluzę z kapturem. Poszłam do łazienki i
ubrałam się, zrobiłam leciutki makijaż z kosmetyków które jeszcze zostały i
przeczesałam włosy. Wyszłam i wróciłam się do sypialni, Justin czekał aż wyjdę
bo chciał iść wziąć prysznic i ubrać się. Wybrał jeszcze dla mnie swoją
ulubioną czarną czapkę z białym napisem supra, naprawę się zmienił, jest
opiekuńczy miły i pomocny, wcześniej tak nie można było o nim powiedzieć.
Stwierdziłam że zjemy coś w centrum handlowym więc nic nie przygotowywałam, ale
i tak za bardzo nie było z czego bo zakupów przed wyjazdem nie robiłam, nie
miałam planu powrotu tu spowrotem. Poszłam do salonu i włączyłam telewizję, nie
miałam co robić w tym momencie więc włączyłam to pudło.
Justin:
Wziąłem lekki prysznic i ubrałem się w ciuchy przygotowane wcześniej. Zeszedłem na dół a Alex czekała już na mnie w salonie.
- Gotowa? Możemy iść?
- No pewnie.
- O nie! Zapomniałem na śmierć, miałem wczoraj jechać do chłopaków, możemy teraz do nich podjechać?
- Nie ma problemu, galeria otwarta jest do późna.
- Okey, to chodźmy.
Alex:
Nie przeszkadzało mi to że mieliśmy pojechać do jego kumpli, w końcu ich poznam, może są fajni. Całą drogę przegadałam o ciuchach, gadałam jak katarynka. Nawet nie wiedziałam że jesteśmy już na miejscu.
- Jezu, jaka wielka chata no i ładna.
- No brzydka nie jest. Chodź do środka to pokażę ci wszystko i poznasz moich kumpli.
Alex:
Muszę przyznać że miałam małego stresa bo nie wiedziałam jak mnie odbiorą jego kumple.
- Cześć.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. No i jest w końcu, wczoraj miałam dodać ale zasnęło mi się no i takk zostało. CZYTASZ=MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
poniedziałek, 22 lipca 2013
Rozdział 12
- Siema Justin
- Siema, wszystko już załatwiliście? Ta dziewczyna jest z wami?
- Taa, wszystko załatwione, a ta dziewczyna pojechała z Dawidem, chyba jeszcze do szpitala, opatrzyć rany. A ty gdzie jesteś? Wszystko już okey?
- Wyszliśmy ze szpitala właśnie i siedzimy w samochodzie. Później do was przyjadę, to o wszystkim pogadamy.
- Okey, nara
- No, na razie.
Justin:
Ucieszyłem się że wszystko już jest załatwione i mam dobrą wiadomość dla Alex.
- Z twoją kumpelą wszystko w porządku, pojechała jeszcze do szpitala opatrzyć rany, myślę że raczej już się z nią spotkasz dzisiaj, jak będziecie miały siłę.
- Kamień z serca mi spadł, nie dam rady za bardzo się dziś spotkać, ale zadzwonię do niej jak przyjadę do domu.
- Okey.
Alex:
Muszę przyznać że dużo się zmienił. Stara się i widać że chce być miły, ale jeszcze go muszę poduczyć. Przez całą drogę gadaliśmy o wszystkim i o niczym, nawet nie wiedziałam że już jesteśmy na miejscu. Wyczołgałam się jakimś cudem z samochodu i powolnym ruchem szłam w stronę drzwi od domu. Pierwszą moją czynnością było wzięcie prysznica, musiałam umyć jeszcze włosy, czego nie lubię. Długo siedziałam bo jeszcze suszyłam i prostowałam włosy, szło mi to bardzo wolno, bo byłam totalnie padnięta. Wszystkie walizki zostały gdzieś na lotnisku, a tam miałam wszystkie ciuchy, na szczęście zostawiłam w domu moje ulubione czerwone dresowe szorty i białą bokserkę. Muszę jutro iść na jakieś zakupy i pokupić jakieś ciuchy. Na pół przytomna wyszłam z łazienki i poszłam po jakiś sok na dół, bo byłam wycieńczona. W tym samym momencie gdy zeszłam na dół Justin wszedł do domu. Miał na sobie nowe czyste ciuchy, był wykąpany, fryzurkę miał zrobioną i na kilometr czułam jego powalające perfumy. W ręce trzymał niewielką torbę z ubraniami i kosmetyczką.
- A gdzie ty żeś był?
- U siebie w domu, musiałem się trochę ogarnąć i zabrać kilka ciuchów.
- Szybki jesteś.
- Miałem dwie godziny, zdążyłem wszystko zrobić.
- To ja siedziałem aż dwie godziny?
- Na to wygląda.
- Zamówmy pizze, jestem strasznie głodna.
- Daj numer, to zadzwonię. Będę miły.
- Dzięki, jesteś wielki.
- No wiem, bo ta ja.
- Ale skromność... niesamowita.
Justin:
Alex wyglądała nieziemsko, zresztą jak zawsze. Postanowiłem być miły i zamówiłem pizze. Po 20 minutach, była już na miejscu. Wszystko zjedliśmy z apetytem i posprzątaliśmy po sobie. Najedzeni klapnęliśmy w salonie i szukaliśmy jakiś fajnych filmów by oglądnąć.
- Alex, może oglądniemy jakiś horror, hmm?
- Powiadasz horror, panicznie boje się horrorów i później wszystko mi się śni, no ale jak nie ma nic innego no to trudno, możesz włączyć.
- Na pewno nie będzie straszne, mówię ci.
- Yhy, na pewno.
Alex:
No trudno, raz się żyje. Nienawidzę horrorów, tak strasznie mnie przerażają. Akcja zaczęła się w dwudziestej minucie oglądania. Siedziałam na jednym końcu kanapy, a Justin na drugim. Zaczęłam podkulać nogi i chować tam głowę, trzęsłam się ze strachu i jeszcze ta straszna muzyczka, czułam jak dreszcze przechodzą po mnie i zdawało mi się jakby ktoś stała nad moją głową i chciał mnie zabić. Justin przyglądał się moim głupotom i w końcu szturchnął mnie i poklepał miejsce obok siebie na kanapie. Bez chwili zastanowienia, przysunęłam się do niego. Muszę przyznać czułam się bardzo bezpieczna.
Justin:
Alex, rozbawiła mnie tym do łez. Nie mogłem patrzyć na to co ona wyprawia, więc szturchnąłem ją i poklepałem miejsce koło siebie żeby przesunęła się do mnie. Muszę przyznać że bardzo fajnie mi się tak siedziało z nią, czułem że ona czuję się bezpiecznie przy mnie. W ostatnich dziesięciu minutach filmu, Alex zasnęła na moim ramieniu, przesłodko wyglądała. Nie mogłem jej tu tak zostawić, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Hejo. Następny rozdział będzie wieczorem :D CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
niedziela, 21 lipca 2013
Rozdział 11.
Zacząłem pierwszy:
- Witaj księżniczko, mogę tak do ciebie mówić?
- Jus... Jus... Justin? Teraz już mi wszystko jedno- Skąd on się tu wziął? Nie mam siły na myślenie teraz o tym.
- Co jesteś taka smutna? Wszystko będzie w porządku, tylko musisz trochę odpocząć
- Wow! Bieber jest dla mnie miły. Czyżbyś się zmienił?
- Może tak troszkę.
Justin:
Lekarz Alex, zawołał mnie do gabinetu. Mówił mi żebym opiekował się nią teraz i że ma dużo odpoczywać, jakbym tego nie wiedział i był jakiś tępy. Wszyscy w tym szpitalu mnie denerwują. Na szczęście już ją dzisiaj wypisze. Wróciłem do sali, by powiedzieć Alex że już będzie wypisana. Nie było jej nigdzie, wkurzony zapytałem się pielęgniarki siedzącej przy stoliku gdzie jest Alex. Ona odpowiedziała mi z wielką łaską że poszła do łazienki. Gdy Alex wróciła pomogłem się jej pozbierać i poszliśmy do recepcji.
Alex:
Obudziłam się w szpitalu ledwo żywa, a przy mnie siedział Justin, nie mam pojęcia z jakiej racji był, ale wszystko wytłumaczy mi później. Siedzieliśmy i chwilę gadaliśmy, Justin został zawołany do lekarza, więc ja skorzystałam i poszłam się ogarnąć do łazienki. Gdy wyszłam, Justin przyszedł z dobrą wiadomością dla mnie. Powiedział że już zostaje wypisana, ucieszyłam się, bo nienawidzę szwendać się po szpitalach. Pomógł mi się ogarnąć i poszliśmy do recepcji.
- Wszystko załatwione, możemy już jechać?- Powiedziałam osłabionym głosem
- No jasne, tylko gdzie.
- Zapomniałam, ja mam stąd wyjeżdżać, no i co z moją kumpelą, żyje czy co?- Odpowiedziałam zakłopotana.
- Chodź, wsiądziemy do samochodu i zadzwonię do chłopaków.
- Justin?
- Hmm?
- Zaczekaj. Nie pamiętam za bardzo kto mnie uratował i kto mnie tu przyniósł, ale wydaję mi się że to ty, bo nie ma nikogo innego. Chciałam ci podziękować, zapewne to ty byłeś, gdyby nie ty to bym nie żyła już. Schyl troszkę głowę.- W podzięce dałam mu wielkiego buziaka w policzka. Może ktoś pomyśli że jestem głupia że mu dziękuje że mnie wplątał w jakieś bagno, ale nie zrobił tego celowo, no i dobry typ na chłopaka dla mnie. Słodki i niebezpieczny, po prostu ideał.
- To miłe z twojej strony, ale nie masz mi za co dziękować. Wplątałem cię w coś nie fajnego, a ty mi dziękujesz, powinnaś mnie zjechać i zabić, ale ty taka nie jesteś, masz po prostu wielkie serce. Pokaż policzek- Dałem jej buziaka, za to że po prostu tu jest i nie uciekła.
- A to to za co było? Zasłużyłam na buziaka?
- Taki mały rewanżyk.
- Mam takie dość nie typowe pytanie do ciebie.
- Dawaj, chyba się mnie nie boisz?
- Hahaha, bardzo śmieszne. Trochę takie krępujące pytanie, denerwuje się zapytać.
- Alex! No mów, przecież cię nie pobiję
- No nie byłabym taka pewna... No bo ja, ten, no, yyy... Zamieszkasz ze mną tydzień?
- Wow! Zaskoczyłaś mnie tym pytaniem jak i rozbawiłaś, czyżbyś za mną tęskniła? Czy się może boisz że cię może ktoś napadanie? Hmm?
- Raczej wybiorę tę drugą opcję.
- No nie kłam, nie kłam. Podobam ci się i chcesz sobie zatrzymać mnie, oj ja się nie mylę
- Hahahaha, zabawny jesteś. A czemu my się jeszcze nie pokłóciliśmy? Ja już dawno powinnam zjechać cię jakimiś tekstami. Dziwne nie?
- I to bardzo. Co do tego wprowadzenia się do ciebie, to się zgadzam, tylko masz mi załatwić wygodne łóżko, książę musi spać na wygodnym.
- Najwygodniejsze łóżko mam tylko w mojej sypialni, a tam ja śpię, ty jak chcesz to kanapa albo pokój gościnny.
- No to trudno, będziemy spać razem. Jakoś ostatnio wygodnie się nam spało, a zwłaszcza tobie, taaa, na mojej klacie.
- Dla mnie to już przeszłość, nie pamiętam takiego zdarzenia. Powiadasz razem spać? Nie, nie, nie, nie zgadzam się.
- Oj zgodzisz się, zgodzisz.
- No chyba nie.
- Zgodzisz się. Teraz wsiadajmy i zadzwońmy w końcu.
- Okey.
Justin:
Uwielbiam się z nią tak droczyć. Mógłbym godzinami. Teraz trzeba zejść do realu i zadzwonić do chłopaków. Po pierwszym sygnale odebrał, wow.
- Siema Justin
-
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Jest rozdzialik obiecany. Jutro, znaczy już dziś bo po północy dodam kolejne dwa :D CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
Rozdział 10.
Zobaczyłam... Wielkie plamy krwi na ścianach i na podłodze, stare pistolety i porozrzucane do nich zużyte naboje. W kącie leżały kajdanki, kilka czaszek ludzkich i to takie dziwne coś co kopie prądem. Moje serce w tym momencie stanęło, nie wiedziałam czy coś powiedzieć, czy wykonać jakiś ruch. Nagle jeden z kolesi pociągnął mnie i kumpele za włosy i postawił własnie w tym kącie gdzie były czaszki i inne przerażające rzeczy. Zaczął przeklinać i wyzywać nas od suk. Usłyszałam tylko "To która jako pierwsza chce pożegnać się ze światem?" Po tych słowach, totalnie zamarłam, nie wiedziałam gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Zrobiła mi się przed oczami mgła i poczułam jak zaczynam upadać... Ten sam koleś co szarpał nas za włosy, zaczął mnie kopać po brzuchu. Momentalnie podniosłam się z ziemi i zaczęłam się chwytać za brzuch i zwijać z bólu na stojąco. Nie mogłam już upaść, bo by mnie tu pokopali żywcem na śmierć. Rzuciłam okiem w bok,a przy mnie już nie było kumpeli. Przestraszyłam się jak nigdy w życiu. Nagle usłyszałam straszny płacz i krzyk, to była moja przyjaciółka. Nie wyobrażałabym sobie życia bez niej. Zaczęłam popłakiwać pod nosem, nie mogłam nic zrobić, bo byłam pilnowana przez dwóch wielkich mężczyzn którzy mieli pistolety centralnie nad moją głową.
Justin:
- Dobra chłopaki, zaczynamy! Po moim okrzyku ruszyliśmy do środka fabryki i rozpoczęliśmy plan ustalony wcześniej. Wchodząc usłyszeliśmy niesamowity krzyk z nie wielkiego pomieszczenia znajdującego się nie daleko wejścia. Dawid i jeden z moich kumpli pobiegli tam i zaczęli akcję. Ja z drugim kumplem, pobiegliśmy do największego pomieszczenia znajdującego się w centrum fabryki. Tam także było słychać straszny krzyk, aż się przestraszyłem co oni tam robią.
Alex:
Zaczęłam więcej popłakiwać i trząsałam się niesamowicie. Jeden z mężczyzn tak się wkurzył, że z całej siły przyładował mi najpierw w brzuch a potem w głowę. Upadłam na ziemię z dużym hukiem, zaczęłam łapać się za brzuch i skręcać z niewyobrażalnego bólu. Z nosa zaczęła mi się lać krew i czułam straszny ból głowy, gorszy od migreny. O nie! Znowu się wkurzył, tym razem gorsza sprawa. Postrzelił mnie w ramię.
Justin:
Dotarliśmy. Usłyszałem strzał w kącie. Ujrzałem leżącą na ziemi Alex i jej postrzelone, krwawiące ramię. Moje mięśnie napięły się , czułem jak wszystko we mnie zaczęło się gotować. Bez chwili zastanowienia razem z kumplem rzuciliśmy się na dwóch umięśnionych kolesi. Wymienialiśmy się ciosami, aż w końcu udało mi się jak i kumplowi użyć pistoletu i zastrzelić tych sukinsynów.
Alex:
O mój Boże! Nie wyobrażalny ból! Ramię miałam całe we krwi, byłam pokopana i pobita. Ledwo widziałam przez mgłę którą miałam przed oczami. Przed kolejnym zesłabnięciem, zdążyłam tylko zobaczyć, że jakiś chłopak przyszedł i zaczął się bić z tymi kolesiami, na tym się skończyło i zesłabłam.
Justin:
Skończyliśmy z nimi, ale to nie koniec kłopotów. Przyszli dwaj następni i zaczęli do nas strzelać. Nie zdążyłem zrobić uniku i jeden z nich postrzelił mnie w nogę. Ból był niesamowity, krew gęsto płynęła po mojej nodze i skapywała na ziemię. Reszta kumpli zajęła się nimi. Ze łzami i ze śrutem w nodze pobiegłem po Alex. Miała bardzo przestrzelone ramię, była skopana i pobita. Nigdy sobie tego nie wybaczę. To przez moje kłopoty nie winna osoba i ważna dla mnie nie zginęła o mało. Wziąłem ją na ręce i pobiegłem z nią do samochodu, chłopaki zostali by zatrzeć ślady. Wysiadając z auta zakręciło mi się w głowie, jest tak blisko nie mogę tu zesłabnąć, nie teraz. Wziąłem Alex na ramiona i pobiegłem z nią do szpitala. Zamykając drzwi za sobą, zakręciło mi się w głowie i zesłabłem, upadłem na ziemię razem z nią... Gdy obudziłem się leżałem na łóżku w sali z opatrzoną i zabandażowaną raną. Wstałem i rozglądnąłem się dookoła gdzie jest Alex. Przestraszyłem się bo jej nie było. Ze zdenerwowaniem zapytałem się pielęgniarki, która tu była, gdzie jest Alex. Ja za miły dla niej nie byłem, więc ona dla mnie też. Odpowiedziała z wielkim halo, że jest obok w sali. Poszedłem tam i zobaczyłem słodko śpiącą Alex. Podszedłem do niej bliżej i usiadłem koło niej. Chwyciłem jej dłoń i zacząłem cicho śpiewać "As Long As You Love Me". Lubiłem śpiewać, a zwłaszcza pod prysznicem i nawet mi to tak nie najgorzej wychodzi. Skończyłem nucić pod nosem i pocałowałem ją w czoło. To wszystko to moja wina, ostrzegałem ją. Gdyby się ze mną nie zadawała nie leżała by tu teraz.Nie wiem czy będzie chciała mnie jeszcze znać po całym tym zajściu, mam nadzieję że tak. Ja znowu nie wyobrażam sobie bez niej życia. Często się z nią droczę i ją wkurzam, uwielbiam to.Gdy pogadałem do siebie i pomyślałem trochę o tym wszystkim, Alex się obudziła. Zacząłem pierwszy:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Jest 10 rozdział! :D Zaraz dodam następny CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
piątek, 19 lipca 2013
Rozdział 9
Alex:
Nie wiedziałam dlaczego akurat nas porwali. Mam mętlik w głowie niesamowity, wszystkie myśli mi się plączą. Hmmm... Może to ma jakiś związek z Justinem, w końcu mógł by się wplątać w takie gówno i przez to mógłby nas w to wmieszać. Strasznie bałyśmy się, bo nie wiedziałyśmy co z nami zrobią i gdzie nas wywiozą. Nie wiedziałam nawet jak wyglądają bo mają maski. Było ich czterech. Jeden zaczął do nas coś mówić.
- Jesteście inne, nie krzyczycie i błagacie o wypuszczenie. Tak by
wam to nic nie dało. Wasi wybawcy was nie uratują, co ja mówię, żebyście
jeszcze ich miały. Kto takie suki by chciał...
- Jesteś skończonym debilem i chujem.- Odpowiedziałam nie
myśląc co może mnie za to czekać.
- Co ty powiedziałaś suko?!
- To co słyszałeś, ćwoku, pfff...
- Dla ciebie będzie inna kara śmierci, jeszcze gorsza.
- Yhym... Boje się- W środku przechodziły mnie dreszcze i
niesamowicie się bałam i żałuje to co powiedziałam. Przez to będę miała jeszcze
gorszą śmierć.
Justin:
Gdy wsiadałem
pospiesznym ruchem do auta, zobaczyłem jak podjeżdża pod naszą bazę ten chuj
Dawid. Czego kurwa on tu chciał?!
-Czego
tu kurwa szukasz, chcesz żebym znowu ci wpiepszył?!
- Ej, stary uspokój
się. Poza tym nie będziesz mi tu szpanował że mnie pobijesz.
- Ale zawsze i tak to
dla ciebie się źle kończy. Po co tu do cholery przyszedłeś?! Mów szybko bo
spieszę się.
- Zapewne wiem gdzie
się spieszysz. Ale ja w tej samej sprawie.
- Ty mnie kurwa
śledzisz? Nie denerwuj mnie bardziej, bo wykrzywię ci tą mordę.
- Ogarnij się! Nie
śledzę cię, tylko może jak szef mi każe. Chodzi o takie dwie dziewczyny Alex i
jej ładna kumpela. Zostały porwane, przez tych czterech skurwysynów, z którymi
obaj mamy problemy. Chyba wiesz coś o tym i w po to gdzieś jedziesz.
- No to ty też jesteś w
to zamieszany, ta historia robi się coraz bardziej denerwująca.
- Mam dla ciebie
propozycję… Możemy w tej sprawie połączyć nasze siły. Po całym tym zajściu
wszystko będzie tak jak kiedyś i będziemy się bić, przeklinać na siebie i
próbować w jakiś sposób się zabić.
- Jeśli w tej samej
sprawie idziesz co ja to może być, choć i tak mam ochotę cię zabić.
Justin:
Wow! Będziemy wspólnie
walczyć w tej samej sprawie i połączymy swoje siły na jakiś czas. To brzmi nie
normalnie, ale wszystko to robię dla dziewczyn i po to żeby na dobre pozbyć się
tej czwórki chujów. Dawid wsiadł do mojego auta i wszyscy pojechaliśmy za
dziewczynami. Widzieliśmy każdy ich ruch ciężarówką, bo chłopaki namierzyli ich
przez telefony dziewczyn. Przez całą drogę obgadywaliśmy plan, co zrobić jak
będziemy na miejscu.... W końcu jesteśmy. Widziałem dziewczyny jak były wytargiwane za włosy z ciężarówki i miały przytkaną twarz łapskiem jakiegoś faceta. Nie z fajnie patrzeć na coś takiego, ale nie mogłem się teraz wyrwać i udać się w pogoń za nimi, bo spiepszył bym cały plan.
Alex:
Bolącym sposobem wyprowadzili nas z ciężarówki. Gdy weszliśmy do fabryki, myślałam że umrę na zawał. Zobaczyłam...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Jest rozdzialik. Ostatnio coś brakuje mi czasu na napisanie rozdziału i nie dodaje codziennie. Ale już się postaram żeby były codziennie. Błagam komentujcie, bo nie wiem czy to ma sens i czy pisać dalej.
CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ :)
Alex
środa, 17 lipca 2013
Rozdział 8.
-... Człowieku! Ogarnij się! Pojebało cię?! Nikogo nie ukradłem. A może to ty, tylko nie chcesz powiedzieć prawdy?
- Weź się jebnij w łeb, po co bym je
miał porywać? Spierdalaj bo znowu ci jebne i nie za fajnie się to dla ciebie
skończy…
- Że co?! Chcesz się bić?! No to chodź,
mamy czas…
Justin:
Po tych słowach, nie wytrzymałem i z
pięści przywaliłem mu prosto w mordę. Upadł na ziemię i próbował zatamować krew
płynącą z nosa. Powiedziałem mu:
- Nie wiem jak ty, ale ja nie mam czasu
na bicie się z tobą. Tego nawet nie można nazwać biciem bo jesteś taki
beznadziejny. Ciebie nawet mucha się nie boi, cioto, pfff…
- Spier… - Nie dokończył bo uderzyłem go
z buta brzuch.
Justin:
Nienawidziłem sukinsyna za wszystko. Na
każdym kroku wpierdalał się w nie swoje sprawy no i był z innego gangu z którym
od lat rywalizujemy. Nie zaprzątałem już sobie głowy o nim. Najważniejsze dla
mnie wtedy były dziewczyny, a w szczególności Alex. Wybiegłem z domu i
wsiadłem do auta. Pojechałem do chłopaków by namierzyli dziewczyny gdzie są. W
drodze do gangu, myślałem o wszystkim i o niczym… Nie mogłem uwierzyć że na
kimś mi zależy, jestem typem człowieka który nie ma uczuć, potrafi tylko
zabijać i przeklinać. Nie wiedziałem że potrafię jeszcze kochać… W końcu
jestem. Poszedłem do chłopaków i opowiedziałem im całe zdarzenie. Gdy oni
namierzali dziewczyny, ja siedziałem na kanapie i próbowałem uspokoić się. Nagle, zadzwonił mi
telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i zobaczyłem numer nieznany. Nie wahałem się i
odebrałem.
- Halo. – Powiedziałem wkurzony
- Dzień dobry panie Bieber. Mam twoje suki.
Nie musisz się o nie martwić są w dobrych rękach. Przynieś mi 100 tys. zł. albo
dziewczynki nigdy już nie ujrzą światła dziennego. W zrozumialszym dla ciebie
znaczeniu, zostaną zabite najgorzej jak się da.
- Żadnych pieniędzy ci nie dam,
sukinsynie. Jeśli cokolwiek im się stanie, pożałujesz tego. Daj mi je do
telefonu.
- Chyba sobie śnisz, debilu. Za to
możesz posłuchać ich krzyku i płaczu, hahaha!!!!...
Justin:
O mój Boże! Co oni im tam robili?!
Dziewczyny ryczały, i darły się wniebogłosy ratunku. Czułem jak moje mięśnie się napinają i byłem strasznie wkurzony. Mogłem nawet uderzyć moich kumpli bo
nie panowałem nad sobą. Nie mogłem pozwolić żeby mojej księżniczce i jej
kumpeli coś się stało. Jestem w szoku że na kimś mi zależy. Już ją nawet
nazywam księżniczką, ona to jednak zmieniła moje życie…
- Przyjedź do starej opuszczonej fabryki
mebli za miastem. Chyba wiesz gdzie to jest, patałachu.
- Odszczekaj to, skurwysynie.
Justin:
Nie wytrzymałem już tego. Poszedłem do chłopaków
i wszystko mi objaśnili. Wziąłem ze sobą dwóch swoich kumpli i pojechaliśmy do
opuszczonej fabryki.
Alex:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Nie dodałam wczoraj rozdziału bo nie było mnie w domu, sorkii. Może dam jeszcze następny wieczorem :D CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
poniedziałek, 15 lipca 2013
Rozdział 7.
Jestem bezradna... Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu i zatrzaskuje drzwi. Justin przyszedł.
- Czego chcesz, przyszyłeś mnie pobić?!
- Nie? Weź już przestań.
Justin:
Nie bałem się tego, zrobiłem to.
Pociągnąłem Alex do siebie i przytuliłem ją z całej siły. W pewnym momencie
nasze oczy się spotkały, widziałem jak Alex nie mogła się oprzeć mojemu
wzrokowi. Nadszedł ten moment, pocałowałem ją. Nasze usta się spotkały, Alex
chciała uciec, ale po chwili odwzajemniła pocałunek i zrobiła to namiętnie.
-Oj gołąbki, bo się zaraz zjecie.
Miluśkie baranki. - Powiedział głos Amy w mojej głowie, bardzo dziwne.
Alex:
Przerwałam pocałunek i odpyskowałam w myślach, dziwne, jak można odpyskować w głowie? Nie ma pojęcia i nie wiem dlaczego Amy siedziała mi w tym momencie w głowie.
- Hahaha, bardzo śmieszne. -Odwróciłam się a za mną stała Amy, nie wiem jakim cudem znalazła się w moim domu.
- Co ty tu robisz, Amy?
- Przyszłam posiedzieć i pogadać z tobą. Ale chyba w nie odpowiednim momencie.
- Siadaj, w bardzo dobrym momencie przyszłaś, tu już nikogo nie ma.- Popchnęłam Justina żeby poszedł sobie.
- Co ty tu robisz, Amy?
- Przyszłam posiedzieć i pogadać z tobą. Ale chyba w nie odpowiednim momencie.
- Siadaj, w bardzo dobrym momencie przyszłaś, tu już nikogo nie ma.- Popchnęłam Justina żeby poszedł sobie.
Po moim żałosnym pchnięciu, rozległy się
strzały. Justin padł na ziemię, tylko nie ja i Amy. Mądre my, stałyśmy na
środku jak dwa słupy soli. W naszym kierunku poszły dwie zasłony dymne. Nie
wiedziałam co się dzieje, ktoś mi i kumpeli w tym momencie zasunął twarz wielką
łapą, nie mogłyśmy krzyknąć. Jacyś bandyci uciekli z nami i władowali nas do
czarnej ciężarówki. W środku związali nam ręce sznurami i zaczęli nam grozić że
nas zabiją. Nie wiedziałam dlaczego nas akurat porwali. Chyba że… Ma to coś
wspólnego z Justinem, coś że To wszystko ma się odbywać moim i kumpeli kosztem? Boże!!! Ja tak
nie chcę!!!
Justin:
Nie wiedziałem co się działo. Gdy dym ustał,
nigdzie nie było Alex i Amy. Muszę przyznać że nieźle się przestraszyłem.
Wybiegłem z domu i wsiadłem do auta. W momencie gdy otwierałem drzwi od
samochodu zatrzymał mnie jakiś chłopak. Odwróciłem się i zobaczyłem Wojtka
który działa pod przykrywką jako Dawid.
- Kurwa, co ty tu robisz?! To ty
ukradłeś dziewczyny, sukinsynie?! Idź stąd albo ci wpierdole! Lepiej nie
zaczynaj ze mną, ostatnio źle to się dla ciebie skończyło. Wypierdalaj mi
stąd!!!
-...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest obiecany rozdział :D Następny już jutro! Czytajcie i komentujcie :)
Alex
Rozdział 6.
- Hej.
- Hej,
stało się coś? Nie wierzę że ty dzwonisz do mnie.
- Tak stało
się. Mógłbyś tu jak najszybciej przyjechać?
- Muszę
ratować moją księżniczkę z opałów?
- Po
pierwsze nie jestem księżniczką, a po drugie nie jestem twoja. Nie chcesz mi
pomóc to nie. Zadzwonię do kogoś innego.
- Jak już
tak prosisz, to przyjadę, moja księżniczko.
- Ale
szybko!!!
- Teraz nie
zaprzeczyłaś, księżniczko
- Debil!!
Odłożyłam
telefon na stół, a on już był po domem. Otworzyłam mu drzwi i pobiegłam po
niego. Pociągłam go za rękę i poprowadziłam do środka. No nie, znowu to
zrobiłam. Sam umie wejść, no ale czasem jak już coś robię to nie myślę.
Usiedliśmy w salonie i zdenerwowana zaczęłam mówić.
- Dobra, bez obijania w bawełnę, ściągłam cię tu po to, bo chciałam się dowiedzieć kim naprawdę jesteś, chcę wiedzieć z kim mam doczynienia.
- Po to mi tu kazałaś przyjechać? Nic nie mówię, może dowiesz się w swoim czasie. To nie twoja sprawa co ja robię. Powiem ci jak będzie odpowiedni moment, rozumiesz?
- Yhym. - Powiedziałam ze strachem w głosie.
- Dobra, bez obijania w bawełnę, ściągłam cię tu po to, bo chciałam się dowiedzieć kim naprawdę jesteś, chcę wiedzieć z kim mam doczynienia.
- Po to mi tu kazałaś przyjechać? Nic nie mówię, może dowiesz się w swoim czasie. To nie twoja sprawa co ja robię. Powiem ci jak będzie odpowiedni moment, rozumiesz?
- Yhym. - Powiedziałam ze strachem w głosie.
Justin:
Jak ona mnie denerwuje, nic jej nie powiedziałem i wyszedłem z domu.
Alex:
Z nim normalnie nie da się rozmawiać. Chodź ja też naciskam na niego, może źle robię, sama już nie wiem. Ale ja tylko chcę wiedzieć czy to jest normalny człowiek nic więcej. Próbowałam zadzwonić do Amy, pogadać z nią. W najważniejszych momentach nie odbiera telefonu. Cały świat się na mnie obraził, czy co?! To wszystko dla mnie jest okrutne... Jestem bezradna...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Jest 6 rozdział, YAY!!! Postaram się dziś dodać jeszcze następny :D Błagam, komentujcie rozdziały to dla mnie bardzo ważne :)
Alex
niedziela, 14 lipca 2013
Rozdział 5.
... W drzwiach ukazał mi się Justin. Zaczęłam pierwsza:
- Co ty tu
robisz? Jest 23:00, teraz się śpi, a nie chodzi po ludziach. - Mówiłam przy chrypniętym głosem.
- Kurwa,
nie gadaj tyle. Mogę wejść?
- Możesz,
ale po co?
Justin:
Znowu to
zrobiła. Wkurzyła mnie po raz kolejny. Nienawidzę tego, o wszystko się
wypytuje. Następny nie opanowany ruch. Podniosłem swoją pięść w jej stronę. Ona
skuliła się i przestraszyła. Była taka nie winna i bezbronna. Bez żadnego słowa
wybiegła na górę do swojego pokoju. Jestem potworem, nie wiem co się ze mną
dzieje. Stałem przez chwilę w salonie i myślałem nad tym co właśnie zrobiłem.
Wziąłem się w garść i pobiegłem na górę do sypialni. Dziwne, nie było jej tam.
Poszedłem do łazienki, Alex zamknęła się na klucz i nie odzywałam się.
Alex:
Nie mogłam
w to uwierzyć. On chciał mnie naprawdę uderzyć. Jego pięść była 2cm od mojej
twarzy. Przestraszyłam się, byłam bezbronna. Niby umiem trochę się bić, ale on
był o wiele silniejszy ode mnie. Uciekłam szybko na górę i zamknęłam się w
łazience. Wołał mnie a ja się nie odzywałam, nie chciałam z stąd wychodzić.
Akurat telefon miałam w łazience, to zerknęłam która godzina. Wow! Była już
01:30. Juss już się nie odzywał, więc wyszłam po cichu. Nie mogłam otworzyć
drzwi, coś blokowało. Odepchnęłam mocniej i zobaczyłam Justina śpiącego pod
drzwiami. O mój Boże!!! On znowu będzie spał u mnie… Teraz boję się go trochę,
po tym co chciał mi zrobić. Pomyślałam, nie zostawię go tutaj na podłodze. Nie
wiedziałam że mam tyle siły, ale podniosłam go i zaniosłam do mojego pokoju.
Byłam w lekkim szoku że go podniosłam. Stwierdzam że jestem za dobra, a
zwłaszcza dla niego. O mało co mnie nie zabił, a ja go noszę na rękach i
pozwalam mu spać w moim łóżku, trzeba z tym skończyć, bo jutro mogę nie żyć.
OMG! Chłopak spał jak zabity, a ja pakowałam się. Wzięłam
największą walizkę, upchałam tam wszystkie ciuchy i kosmetyki. To chyba jakiś
cud. Poszłam się położyć
chociaż na chwilę, znowu czuję się niekomfortowo, bo Bieberek śpi ze mną. To
wszystko tak szybko się stało… Nie chcący machnęłam ręką w jego stronę i
uderzyłam go w tyłek. Boże!!! Znowu zrobiłam się jak burak. Ten oczywiście
wymamrotał coś przez sen.
- Kurwa,
nie dotykaj mojego tyłka. Chcesz to mogę twój wymacać…
Przez sen
nawet jest denerwujący, zboczeniec zasrany. Poszłam na dół do salonu na kanapę,
nie miałam zamiaru wysłuchiwać jak on coś pieprzy pod nosem. Położyłam się tam
i zasnęłam na 2 godziny. Wystarczyło mi to wyspałam się. Najdziwniejsze to że
obudziłam się nie w salonie na kanapie, tylko w sypialni na łóżku. Ja
pierdziele, drugi raz to mówię coś mi zrobili albo śpię jak samolot.
Justin:
Alex:
W domu nie
było już nikogo. Nie wiem gdzie Justin pojechał, ale już mi to zwisa. Poszłam
na szybki prysznic, ubrałam się w coś wygodnego i ładnego i umyłam zęby.
Poszłam pościelić łóżko i nagle ktoś pukał do drzwi i krzyczał. Pobiegłam jak
najszybciej, pociągłam klamkę i zobaczyłam zdenerwowaną Amy.
- Co się
stało? Czemu się tak trzęsiesz?
- Bo mi zimno,
gotowa jesteś?
- Yyy… Na
co?
- No jak to
na co, spadamy stąd
- GDZIE? Co się stało?
- O to się
nie martw. Mój znajomy nas zawiezie. No emigrujemy, pisałam ci.
- Hahaha, bardzo śmieszne. Znów mnie straszysz.
- Jestem na przejażdżce ze znajomym i tak wpadłam
- Uuu, jakiś nowy chłopak.
- Ej ty, uważaj, a twój chłoptaś?
- To nie mój chłopak, pogadamy jak się spotkamy,okey?
- Okey, dobra, jadę. No i ten... Uważaj na tego kolesia, co nas podwoził na koncert, trochę się o nim dowiedziałam... Pa!
- Jestem na przejażdżce ze znajomym i tak wpadłam
- Uuu, jakiś nowy chłopak.
- Ej ty, uważaj, a twój chłoptaś?
- To nie mój chłopak, pogadamy jak się spotkamy,okey?
- Okey, dobra, jadę. No i ten... Uważaj na tego kolesia, co nas podwoził na koncert, trochę się o nim dowiedziałam... Pa!
- Pa
Co ona chciała przez to
powiedzieć, nie mam pojęcia. Wszystko sobie z nim wytłumaczę później. Teraz
muszę do niego szybko zadzwonić i powiedzieć mu żeby mnie podwiózł, taaa, muszę
mu powiedzieć jeszcze całą prawdę. Świat jest okrutny… Nie możliwe odebrał po
pierwszym sygnale.
-Hej.
-
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę, udało mi się. Macie następny rozdziałek :) Kolejny postaram się dodać jak najwcześniej rano bo mam już pół zrobione :D
CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ :)
Alex
Rozdział 4.
Boże mój kochany... . Geniusz zasnął na moim łóżku i to jeszcze był bez koszulki. Muszę przyznać że ciałko to on ma. Normalnie to bym go obudziła i wygoniła z domu, ale postanowiłam być miła i zostawić go. Naprawdę przesłodko wyglądał. Na dodatek on ładny se jest. To mi się w głowie nie mieściło że w moim łóżku śpi nieznajomy przystojniak którego znam zaledwie dzień. To wszystko jest chore. A kilka godzin temu to był dla mnie zamknięty temat o nim. Po głowie chodziły mi jedne i te same słowa. Alex, bierz go, on jest cholernie przystojny i podoba ci się. Jest nie bezpieczny to fakt ale ty też taka jesteś. W końcu zabiłaś kilku ludzi. Myślałam tak przez dobre 2 godziny, aż w końcu zasnęłam. Wstałam o 6:30, tak wcześnie nie możliwe. Nie wiedziałam co się stało w nocy ale… moja głowa znalazła się na jego klatce i miałam poszarpane włosy. Coś mi zrobili, albo śpię jak samolot. Wzięłam powoli głowę z jego torsu żeby się nie obudził. Wstałam z łóżka i wyciąg łam moje ulubione fioletowe obcisłe szorty i białą bokserkę z czarnym napisem SWAG. Wzięłam telefon do łapy i poszłam do łazienki. Oo, wiadomość od Klaudii.
- Hej dupo,
Jestem na spacerze z chłopakiem, kruczo czarne włosy, czarne oczy. Może kojarzysz?
Ja go nawet nie znam, a cholera jestem z nim, jak już Ci pisałam, na
spacerze.
x.x Help. Ma czerwone BMW, takie jak ten, co nas wczoraj podwoził"
- Chyba Cię
pojebało. xd Dlaczego tak piszesz? Coś się stało?
- Bo mi
zasnął w moim łóżku, bez koszulki, no i musiałam z nim spać. A rano obudziłam
się na nim
-
"Hahahaha, jaka picza. xd Dobra jesteś. :D Dobra, ja idę spać, bo już nie
wytrzymam. c.c"
- Dobranoc.
Do dziś
Ubrałam
się, zrobiłam lekki makijaż, rozpuściłam włosy i rozczesałam je. Wyszłam z
łazienki i poszłam zobaczyć czy Justin jeszcze śpi, czy w ogóle jest. Weszłam
jak duch do pokoju, a ten jeszcze spał. Położyłam telefon na półce i poszłam
założyć kolczyki. Zapomniałam że miałam ustawiony budzik w telefonie i była na
maxa włączona piosenka. Przez to geniusz śpiący na łóżku o mało co nie spadł z
niego. Z drygnął się i szybko wstał na nogi. Budzik się wyłączy, a ja go
przeprosiłam że go obudziłam. Zaczęłam się śmiać z niego, bo miał całe
pogmatwane włosy. Poszedł do łazienki wziąć prysznic i zaczął śpiewać. Muszę
przyznać że ma niezły głos. Nagle sms od kumpeli:
- Oli,
będziemy musiały uciekać. Emigrujemy. ;D Cieszysz się?"
- Co?? Dlaczego?? O.O- Hahahaha, żartuję, chciałam cię tak przestraszyć.
- Babo! Zawał mi zrobiłaś, dobra jesteś.
- No bo to ja.
- Ale skromność...
- Hahahaha...
- Idę zrobić śniadanie, paa
- Okey, paa.
Poszłam zrobić jakieś śniadanie. Zrobiłam tosty i zaparzyłam herbatę. Zawołałam Justina z góry żeby zszedł na śniadanie. To nadal dla mnie jest dziwne że on spał u mnie i je ze mną śniadanie. No ale teraz o tym nie myślałam, tylko zastanawiałam się nad tą ucieczką za granicę. Po śniadaniu umyłam talerze i wytarłam stół. Siadłam w salonie i włączyłam TV. Just też przyszedł oglądać. Nie wiem czemu, ale denerwowałam się żeby go zapytać co robi i czym się zajmuję. Do odważnych świat należy. Zadałam pierwsze pytanie.
- No bo to ja.
- Ale skromność...
- Hahahaha...
- Idę zrobić śniadanie, paa
- Okey, paa.
Poszłam zrobić jakieś śniadanie. Zrobiłam tosty i zaparzyłam herbatę. Zawołałam Justina z góry żeby zszedł na śniadanie. To nadal dla mnie jest dziwne że on spał u mnie i je ze mną śniadanie. No ale teraz o tym nie myślałam, tylko zastanawiałam się nad tą ucieczką za granicę. Po śniadaniu umyłam talerze i wytarłam stół. Siadłam w salonie i włączyłam TV. Just też przyszedł oglądać. Nie wiem czemu, ale denerwowałam się żeby go zapytać co robi i czym się zajmuję. Do odważnych świat należy. Zadałam pierwsze pytanie.
- Emm… Pytam
się tak z ciekawości, no i chciałbym wiedzieć z jakim człowiekiem mam do
czynienia. Czym się zajmujesz na co dzień?
Justin:
Nienawidzę
jak ludzie chcą coś wiedzieć na mój temat i jak są ciekawscy bardzo. Poczułem
jak moje mięśnie się napinają i krew zaczęła szybciej płynąć.
- Ej, nie
denerwuj się tak bo ci żyłka pęknie. Zadałam ci zwykłe pytanie...
Justin:
Nienawidzę
tego jak ktoś tak pyskuje. Moje ręce chciały uderzyć Alex, ale udało mi się to
powstrzymać. W końcu nie mogę jej skrzywdzić, bo mi nic nie zrobiła. Trochę
ochłonąłem i zacząłem jej odpowiadać.
Alex:
On chciał
mnie najprawdopodobniej uderzyć. Trochę się go boje, no ale muszę się czegoś
dowiedzieć. Może jest jakimś gangsterem, skoro się tak szybko denerwuje. Hmm…
Wszystko się okaże.
- Sory za ten wybuch. Yyy, nie
chcę o tym rozmawiać. Dowiesz się w swoim czasie. Skończmy mój temat. Pogadajmy
o tobie. Co ty robisz na co dzień…
- No, yyy,
jaa. Długa historia. No wiesz, jak każdy dzieciak jeszcze chodzę do szkoły, ale teraz nie uczę się bo są wakacje.
- Chyba wiem, żyję jeszcze w tym świecie i chodzę do szkoły.
- Ty? To ile ty masz lat?
- Ugh... Mówiłem ci że dowiesz się w swoim czasie.
- Dobrze, nie denerwuj się tak.
- Chyba wiem, żyję jeszcze w tym świecie i chodzę do szkoły.
- Ty? To ile ty masz lat?
- Ugh... Mówiłem ci że dowiesz się w swoim czasie.
- Dobrze, nie denerwuj się tak.
Mam dziwne przeczucia że on jest chyba
jakimś gangsterem i nic nie chce o tym gadać. No ja w sumie to też nie chcę o
sobie gadać. Justin odebrał telefon i nagle wybiegł z domu. Zdążyłam tylko
usłyszeć że ma jakieś ważne spotkanie i przyjedzie za nie długo do mnie.
Jejciu! Mógł by już dać sobie z tym spokój i nie przyjeżdżać. Jeszcze
nabawię się przez niego jakiś kłopotów. Zamknąłem drzwi na klucz i poszłam
wstawić pranie do pralki. Pomyślałam że trzeba jakiś obiad zrobić. Poszłam do
kuchni i coś tam przyrządziłam. Zjadłam wszystko i umyłam naczynia. Na zegarku
była już 15:00. Wzięłam odkurzacz, jakąś szmatkę, mopa z wodą i zaczęłam
sprzątać dom. Gdy skończyłam, była już 17:00. Siadłam na kanapę w salonie i
włączyłam TV. Poszłam do łazienki. Jeszcze wcześniej wzięłam
sobie standardowo czerwone dresowe szorty i białą bokserkę. Nalałam pełno wody
w wannie i wskoczyłam by się zrelaksować. Just już nie przyszedł, nie możliwe.
Muszę przyznać że przez tą ostatnią noc czułam się bezpieczna gdy był ze mną.
Ale to już chyba zamknięty temat na zawsze. Szkoda, bo był naprawdę przystojny
i jego ciałko… Cud! Byłam taka napalona na niego i już mi przeszło, dziwna jestem. Siedziałam w wannie sporo czasu, ale już umyłam włosy i ukąpałam
się, mam z głowy. Nie spieszyłam się za bardzo, bo nie miałam nic innego do
roboty. Powoli wysuszyłam włosy i wyprostowałam je. Nabalsamowałam sobie ciało
i umyłam twarz specjalnym tonikiem. Z łazienki wyszłam o 19:30. Wzięłam laptopa
na kolana i ległam w łóżku. Weszłam na facebooka i oglądałam głupie zdjęcia
moich znajomych. Na twitterze czytałam głupoty i sama je pisałam. Siedziałam
tak do 21:30. Zeszłam na dół zrobić sobie małą kanapkę, tym razem z nutellą i
zaparzyłam kubek herbaty. Zjadłam i posprzątałam po sobie. Była 22:00.
Wskoczyłam pod kołdrę z mp4 i moimi ulubionymi fioletowymi słuchawkami.
Słuchałam tak przez godzinę do 23:00. Już mi się przysypiało, to ściąg łam słuchawki z uszu i odłożyłam je na półkę. Miałam już gasić lampkę, ale w ostatnim
momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Bałam się bo kto o 23:00 mógł do mnie przychodzić. Zapaliłam światło na dole i
otworzyłam drzwi. W drzwiach ukazał mi się...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Jest drugi obiecany rozdział :) Myślę że fajnie mi wyszedł. Proszę komentujcie rozdziały, błagam :D Możliwe że dodam jeszcze później następny rozdział :)
Alex
Subskrybuj:
Posty (Atom)