Alex:..
Nie wiem
czemu to zrobiłam, ale chwyciłam jego rękę i wyciąg łam go na dwór, przecież sam
też by mógł wyjść, to było dziwne. Jego auto, niezła bryka. Nie ogarniałam
tego, że tego przystojniaka, chamskiego przystojniaka, znam nie cały dzień, a
on już mnie odwiedził, i jeżdżę sobie z nim w jego aucie. Ooo, ale szybko już
jesteśmy. Kumpela była w szoku że podjechało po nią takie zajebiste auto.
- Hej. Co
ty taka w szoku??
- Yhmm…
Skąd masz taki wózek? Nie powiem bo fajny
- Nie mój,
ale wszystko ci wytłumaczę później.
- Okey, kto
kieruje?
- Yyyy…
Justin
- Kto?
- A nie
ważne, wszystko opowiem ci jutro
- Oby to
jutro nadeszło.
Gadałyśmy i
gadałyśmy przez całą drogę. Nawet nie wiedziałyśmy że już jesteśmy na miejscu. Klaudia
jako pierwsza wysiadła z auta i czekała na mnie przy wejściu do areny. Ja
jeszcze chwilę siedziałam w samochodzie i rozmawiałam z kierowcą.
- Yyy,
dzięki za podwózkę i nie bój się nie będę się do ciebie zbliżać jak jesteś taki
niebezpieczny.
- Myślałem
że zobaczymy się jeszcze.
- No
wątpię. Narka
- Ostra,
lubię takie – powiedział pod nosem
- Słyszałam.
Kumpela czekała na mnie przed areną, i wydzierała się na mnie że siedziałam w aucie z
tym derpowatym przystojniakiem i się z nim miętoliłam. Pogadałyśmy i weszłyśmy
do środka. Tylko pisk, krzyk, rzucanie stanikami i nic więcej tam nie było.
Koncert trwał 2 godziny i dla mnie gówniany totalnie. Pora na Meet&Great.
Przed nami było jeszcze 4 fanów.
- Dobra,
gotowa?
- No jasne,
a ty?
- Głupie
pytanie, oczywiście. Tylko powiedz mi jedno. Poszłyśmy na koncert 1D, który nam się nie podobał, w ogóle to ich nie lubimy i jeszcze kupiłyśmy M&G.
- Nie ogarniam nas. Jesteśmy po prostu dziwne.
- Zrobimy sobie z nimi zdjęcie i spadamy, spieszy mi się do domu.
- Nie ogarniam nas. Jesteśmy po prostu dziwne.
- Zrobimy sobie z nimi zdjęcie i spadamy, spieszy mi się do domu.
W końcu
przyszła pora na nasze spotkanie z 1D. Akurat stałam koło tego co go najbardziej nie lubię, czyli Harrego. Ale mi się trafiło... szkoda gadać. Spieszyłam się do domu, bo chciałam zadzwonić do tego chłopaka co go dziś spotkałam. Wyszłyśmy z budynku i poszłyśmy w stronę domów.Jeszcze chwilę gadałyśmy na chodniku i
poszłyśmy w swoją stronę. Było już bardzo ciemno i bałam się trochę siedzieć
sama w domu. No ale trudno, nie jestem znowu małą dziewczynką. Otworzyłam drzwi
do domu i rozebrałam się. Od razu poszłam pod prysznic żeby spłukać z siebie te
emocje. Po 10 minutach wyszłam i owinęłam się w ręcznik. Geniusz ja,znowu nie wzięłam ubrań. Poszłam po jakieś dresy do pokoju. Otwieram drzwi od łazienki i idę sobie spokojnie. Otwieram drzwi od mojej sypialni a na moim wielkim łóżko leży sobie on, wiadomo o kogo chodzi. Zaczęłam się na niego wydzierać.
- Co ty tu robisz?! Po co tu w ogóle przyszedłeś?! No i jak wszedłeś?! Przecież drzwi są zamknięte na klucz.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię, a takie pytanie do ciebie. Czemu znowu paradujesz w samym ręczniku po domu i to takim krótkim?!
- Po pierwsze, to jest mój dom i mogę sobie tak chodzić. Po drugie, nikogo nie ma, a po trzecie co cię to obchodzi w ogóle?
- Spokojnie, bez nerwów, bo jeszcze się zacznę ciebie bać. Lubisz się ze mną droczyć, prawda?
- Nie
nawiedzę!!! Widzisz jaka jestem miła że cię jeszcze nie wywaliłam za drzwi. Idę
się ubrać a ty się rozgość, ale zastanowię się czy na długo.
Wzięłam krótkie dresowe
czerwone szorty i białą bokserkę. Wyszorowałam zęby i wysuszyłam głowę. Trochę
mnie zeszło w łazience bo jeszcze zachciało mi się prostować włosy, no ale może
za to ON sobie już poszedł. Siedziałam chyba półtorej godziny, na zegarku była
już 24:00 , nieźle się zasiedziałam. Ale muszę przyznać że podobałam się sobie,
jak patrzyłam w lustro. Chociaż raz w życiu. Szybko wybiegłam z toalety i
pohasałam do sypialni. Co ja tam ujrzałam, Boże mój kochany...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Hejo. Macie kolejny rozdział, mam nadzieję że fajny. Postaram się za chwilę dodać jeszcze jeden. Jedna mała prośba: Proszę, komentujcie pod rozdziałem czy fajne opowiadanko, bo nie wiem czy pisać dalej :)
Alex
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz