niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 5.


... W drzwiach ukazał mi się Justin. Zaczęłam pierwsza:


- Co ty tu robisz? Jest 23:00, teraz się śpi, a nie chodzi po ludziach. - Mówiłam przy chrypniętym głosem.
- Kurwa, nie gadaj tyle. Mogę wejść?
- Możesz, ale po co?

Justin:

Znowu to zrobiła. Wkurzyła mnie po raz kolejny. Nienawidzę tego, o wszystko się wypytuje. Następny nie opanowany ruch. Podniosłem swoją pięść w jej stronę. Ona skuliła się i przestraszyła. Była taka nie winna i bezbronna. Bez żadnego słowa wybiegła na górę do swojego pokoju. Jestem potworem, nie wiem co się ze mną dzieje. Stałem przez chwilę w salonie i myślałem nad tym co właśnie zrobiłem. Wziąłem się w garść i pobiegłem na górę do sypialni. Dziwne, nie było jej tam. Poszedłem do łazienki, Alex zamknęła się na klucz i nie odzywałam się.

Alex:

Nie mogłam w to uwierzyć. On chciał mnie naprawdę uderzyć. Jego pięść była 2cm od mojej twarzy. Przestraszyłam się, byłam bezbronna. Niby umiem trochę się bić, ale on był o wiele silniejszy ode mnie. Uciekłam szybko na górę i zamknęłam się w łazience. Wołał mnie a ja się nie odzywałam, nie chciałam z stąd wychodzić. Akurat telefon miałam w łazience, to zerknęłam która godzina. Wow! Była już 01:30. Juss już się nie odzywał, więc wyszłam po cichu. Nie mogłam otworzyć drzwi, coś blokowało. Odepchnęłam mocniej i zobaczyłam Justina śpiącego pod drzwiami. O mój Boże!!! On znowu będzie spał u mnie… Teraz boję się go trochę, po tym co chciał mi zrobić. Pomyślałam, nie zostawię go tutaj na podłodze. Nie wiedziałam że mam tyle siły, ale podniosłam go i zaniosłam do mojego pokoju. Byłam w lekkim szoku że go podniosłam. Stwierdzam że jestem za dobra, a zwłaszcza dla niego. O mało co mnie nie zabił, a ja go noszę na rękach i pozwalam mu spać w moim łóżku, trzeba z tym skończyć, bo jutro mogę nie żyć. OMG! Chłopak spał jak zabity, a ja pakowałam się. Wzięłam największą walizkę, upchałam tam wszystkie ciuchy i kosmetyki. To chyba jakiś cud.  Poszłam się położyć chociaż na chwilę, znowu czuję się niekomfortowo, bo Bieberek śpi ze mną. To wszystko tak szybko się stało… Nie chcący machnęłam ręką w jego stronę i uderzyłam go w tyłek. Boże!!! Znowu zrobiłam się jak burak. Ten oczywiście wymamrotał coś przez sen.

- Kurwa, nie dotykaj mojego tyłka. Chcesz to mogę twój wymacać…

Przez sen nawet jest denerwujący, zboczeniec zasrany. Poszłam na dół do salonu na kanapę, nie miałam zamiaru wysłuchiwać jak on coś pieprzy pod nosem. Położyłam się tam i zasnęłam na 2 godziny. Wystarczyło mi to wyspałam się. Najdziwniejsze to że obudziłam się nie w salonie na kanapie, tylko w sypialni na łóżku. Ja pierdziele, drugi raz to mówię coś mi zrobili albo śpię jak samolot.

Justin:

Zasnąłem pod łazienką i nie miałem zamiaru się obudzić. Najprawdopodobniej Alex zaniosła mnie na łóżko. Ma dziewczyna siłę, ja o mało jej nie zabiłem, a ona nosi mnie na rękach i zanosi do swojego pokoju. Muszę ją jakoś przeprosić, ale u mnie z przeprosinami za dobrze nie jest. Nie lubię nikogo przepraszać i nigdy tego nie robiłem. Dla niej muszę zrobić wyjątek i postarać się. Obudziłem się wcześniej od niej i już jej nie było w sypialni. Zbiegłem szybko na dół i zobaczyłem jak śpi w salonie na kanapie, nie mogłem jej tak zostawić. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju, spała jeszcze godzinę. Poszedłem do łazienki wziąć prysznic, po 10 minutach wyszedłem, wytarłem się i ubrałem czyste ubranie. Ułożyłem moje piękne włosy i użyłem moich ulubionych perfum na które lecą każde dziewczyny. Dostałem sms-a od kumpla, żebym przyjechał do nich bo mają jakiegoś kolesia co mnie chce załatwić, nie mogłem tej sprawy tak zostawić. Ale zaraz jak to się skończy przyjadę do niej i ją przeproszę. Wyszedłem po cichu z łazienki i poszedłem zobaczyć czy Alex jeszcze śpi. Trafiłem na ten moment że jeszcze spała. Podszedłem do niej i dałem jej buziaka w czoło. Gdy schodziłem na dół usłyszałem że obudziła się. Dalej nie wiedziałem o co chodziło z tymi walizkami, no ale nie miałem na to teraz za bardzo czasu. Pojechałem jak najszybciej do gangu.

 Alex:

W domu nie było już nikogo. Nie wiem gdzie Justin pojechał, ale już mi to zwisa. Poszłam na szybki prysznic, ubrałam się w coś wygodnego i ładnego i umyłam zęby. Poszłam pościelić łóżko i nagle ktoś pukał do drzwi i krzyczał. Pobiegłam jak najszybciej, pociągłam klamkę i zobaczyłam zdenerwowaną Amy.

- Co się stało? Czemu się tak trzęsiesz?
- Bo mi zimno, gotowa jesteś?
- Yyy… Na co?
- No jak to na co, spadamy stąd
- GDZIE? Co się stało? 
- O to się nie martw. Mój znajomy nas zawiezie. No emigrujemy, pisałam ci.
- Hahaha, bardzo śmieszne. Znów mnie straszysz.
- Jestem na przejażdżce ze znajomym i tak wpadłam
- Uuu, jakiś nowy chłopak.
-  Ej ty, uważaj, a twój chłoptaś? 

- To nie mój chłopak, pogadamy jak się spotkamy,okey?
- Okey, dobra, jadę.   No i ten... Uważaj na tego kolesia, co nas podwoził na koncert, trochę się o nim dowiedziałam... Pa!
- Pa

Co ona chciała przez to powiedzieć, nie mam pojęcia. Wszystko sobie z nim wytłumaczę później. Teraz muszę do niego szybko zadzwonić i powiedzieć mu żeby mnie podwiózł, taaa, muszę mu powiedzieć jeszcze całą prawdę. Świat jest okrutny… Nie możliwe odebrał po pierwszym sygnale.

-Hej.
-
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę, udało mi się. Macie następny rozdziałek :) Kolejny postaram się dodać jak najwcześniej rano bo mam już pół zrobione :D
CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ :)
Alex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz