-... Człowieku! Ogarnij się! Pojebało cię?! Nikogo nie ukradłem. A może to ty, tylko nie chcesz powiedzieć prawdy?
- Weź się jebnij w łeb, po co bym je
miał porywać? Spierdalaj bo znowu ci jebne i nie za fajnie się to dla ciebie
skończy…
- Że co?! Chcesz się bić?! No to chodź,
mamy czas…
Justin:
Po tych słowach, nie wytrzymałem i z
pięści przywaliłem mu prosto w mordę. Upadł na ziemię i próbował zatamować krew
płynącą z nosa. Powiedziałem mu:
- Nie wiem jak ty, ale ja nie mam czasu
na bicie się z tobą. Tego nawet nie można nazwać biciem bo jesteś taki
beznadziejny. Ciebie nawet mucha się nie boi, cioto, pfff…
- Spier… - Nie dokończył bo uderzyłem go
z buta brzuch.
Justin:
Nienawidziłem sukinsyna za wszystko. Na
każdym kroku wpierdalał się w nie swoje sprawy no i był z innego gangu z którym
od lat rywalizujemy. Nie zaprzątałem już sobie głowy o nim. Najważniejsze dla
mnie wtedy były dziewczyny, a w szczególności Alex. Wybiegłem z domu i
wsiadłem do auta. Pojechałem do chłopaków by namierzyli dziewczyny gdzie są. W
drodze do gangu, myślałem o wszystkim i o niczym… Nie mogłem uwierzyć że na
kimś mi zależy, jestem typem człowieka który nie ma uczuć, potrafi tylko
zabijać i przeklinać. Nie wiedziałem że potrafię jeszcze kochać… W końcu
jestem. Poszedłem do chłopaków i opowiedziałem im całe zdarzenie. Gdy oni
namierzali dziewczyny, ja siedziałem na kanapie i próbowałem uspokoić się. Nagle, zadzwonił mi
telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i zobaczyłem numer nieznany. Nie wahałem się i
odebrałem.
- Halo. – Powiedziałem wkurzony
- Dzień dobry panie Bieber. Mam twoje suki.
Nie musisz się o nie martwić są w dobrych rękach. Przynieś mi 100 tys. zł. albo
dziewczynki nigdy już nie ujrzą światła dziennego. W zrozumialszym dla ciebie
znaczeniu, zostaną zabite najgorzej jak się da.
- Żadnych pieniędzy ci nie dam,
sukinsynie. Jeśli cokolwiek im się stanie, pożałujesz tego. Daj mi je do
telefonu.
- Chyba sobie śnisz, debilu. Za to
możesz posłuchać ich krzyku i płaczu, hahaha!!!!...
Justin:
O mój Boże! Co oni im tam robili?!
Dziewczyny ryczały, i darły się wniebogłosy ratunku. Czułem jak moje mięśnie się napinają i byłem strasznie wkurzony. Mogłem nawet uderzyć moich kumpli bo
nie panowałem nad sobą. Nie mogłem pozwolić żeby mojej księżniczce i jej
kumpeli coś się stało. Jestem w szoku że na kimś mi zależy. Już ją nawet
nazywam księżniczką, ona to jednak zmieniła moje życie…
- Przyjedź do starej opuszczonej fabryki
mebli za miastem. Chyba wiesz gdzie to jest, patałachu.
- Odszczekaj to, skurwysynie.
Justin:
Nie wytrzymałem już tego. Poszedłem do chłopaków
i wszystko mi objaśnili. Wziąłem ze sobą dwóch swoich kumpli i pojechaliśmy do
opuszczonej fabryki.
Alex:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Nie dodałam wczoraj rozdziału bo nie było mnie w domu, sorkii. Może dam jeszcze następny wieczorem :D CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz