środa, 17 lipca 2013

Rozdział 8.



-... Człowieku! Ogarnij się! Pojebało cię?! Nikogo nie ukradłem. A może to ty, tylko nie chcesz powiedzieć prawdy?
- Weź się jebnij w łeb, po co bym je miał porywać? Spierdalaj bo znowu ci jebne i nie za fajnie się to dla ciebie skończy…
- Że co?! Chcesz się bić?! No to chodź, mamy czas…

Justin:

Po tych słowach, nie wytrzymałem i z pięści przywaliłem mu prosto w mordę. Upadł na ziemię i próbował zatamować krew płynącą z nosa. Powiedziałem mu:

- Nie wiem jak ty, ale ja nie mam czasu na bicie się z tobą. Tego nawet nie można nazwać biciem bo jesteś taki beznadziejny. Ciebie nawet mucha się nie boi, cioto, pfff…
- Spier… - Nie dokończył bo uderzyłem go z buta brzuch.

Justin:

Nienawidziłem sukinsyna za wszystko. Na każdym kroku wpierdalał się w nie swoje sprawy no i był z innego gangu z którym od lat rywalizujemy. Nie zaprzątałem już sobie głowy o nim. Najważniejsze dla mnie wtedy były dziewczyny, a w szczególności Alex. Wybiegłem z domu i wsiadłem do auta. Pojechałem do chłopaków by namierzyli dziewczyny gdzie są. W drodze do gangu, myślałem o wszystkim i o niczym… Nie mogłem uwierzyć że na kimś mi zależy, jestem typem człowieka który nie ma uczuć, potrafi tylko zabijać i przeklinać. Nie wiedziałem że potrafię jeszcze kochać… W końcu jestem. Poszedłem do chłopaków i opowiedziałem im całe zdarzenie. Gdy oni namierzali dziewczyny, ja siedziałem na kanapie i  próbowałem uspokoić się. Nagle, zadzwonił mi telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i zobaczyłem numer nieznany. Nie wahałem się i odebrałem.

- Halo. – Powiedziałem wkurzony
- Dzień dobry panie Bieber. Mam twoje suki. Nie musisz się o nie martwić są w dobrych rękach. Przynieś mi 100 tys. zł. albo dziewczynki nigdy już nie ujrzą światła dziennego. W zrozumialszym dla ciebie znaczeniu, zostaną zabite najgorzej jak się da.
- Żadnych pieniędzy ci nie dam, sukinsynie. Jeśli cokolwiek im się stanie, pożałujesz tego. Daj mi je do telefonu.
- Chyba sobie śnisz, debilu. Za to możesz posłuchać ich krzyku i płaczu, hahaha!!!!...

Justin:

O mój Boże! Co oni im tam robili?! Dziewczyny ryczały, i darły się wniebogłosy ratunku. Czułem jak moje mięśnie się napinają i byłem strasznie wkurzony. Mogłem nawet uderzyć moich kumpli bo nie panowałem nad sobą. Nie mogłem pozwolić żeby mojej księżniczce i jej kumpeli coś się stało. Jestem w szoku że na kimś mi zależy. Już ją nawet nazywam księżniczką, ona to jednak zmieniła moje życie…

- Przyjedź do starej opuszczonej fabryki mebli za miastem. Chyba wiesz gdzie to jest, patałachu.
- Odszczekaj to, skurwysynie.

Justin:

Nie wytrzymałem już tego. Poszedłem do chłopaków i wszystko mi objaśnili. Wziąłem ze sobą dwóch swoich kumpli i pojechaliśmy do opuszczonej fabryki.

Alex: 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Nie dodałam wczoraj rozdziału bo nie było mnie w domu, sorkii. Może dam jeszcze następny wieczorem :D CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz