- Siema- Odpowiedzieli chórem.
- Dobra Alex, to jest Chaz, Ryan, Chris, Dan, Fredo i James. Chaz, Ryan, Chris, Dan, Fredo i James, to jest Alex. Przedstawieni jesteście, więc możemy pogadać. Alex, jeśli nie chcesz z nami tu siedzieć, to porozglądaj się tu po domu, mój pokój jest na piętrze, ostatnie czarne drzwi w korytarzu.
- Yhym.- Odpowiedziałam troszkę znudzona. Stres już ze mnie zszedł i myślę że mnie jak najlepiej odebrali, tak sądzę. Szłam przez długi korytarz rozmyślając nad tym jak to wszystko się w szybkim czasie stało. Ledwo tydzień znam Justina, a już razem mieszkamy i nawet spaliśmy w jednym łóżku, nie mogę tak dalej, muszę to na chwilę zatrzymać i przemyśleć, po zakupach muszę pędzić szybko do Amy żeby doradziła mi co mam zrobić. To wszystko jest takie trudne, przerasta mnie to już... O już jest, pokój Justina. Miałam pozwolenie na zwiedzenia wszystkich pomieszczeń, ale nie poszłam do pokojów jego kumpli, bo dziwnie by mi było tak grzebać po pokojach obcych ludzi, jednakże nie skorzystałam, tylko odwiedziłam pokój Justina. Chwyciłam klamkę i popchnęłam drzwi do przodu. Wow! Jestem w niezłym szoku. Pokój jest cudowny *.* Czarno-fioletowe ściany, bosko, na środku pokoju znajdowało się ogromne łóżko, na ścianie była gigantyczna plazma a przy niej półeczka z trzema konsolami i gigantycznym stosem gier. Koło drzwi stały 3 wielkie szafy z ciuchami i jedna komoda też zapewne z ubraniami. Na suficie były różne napisy i cytaty, które bardzo mi się spodobały ale i też się zdziwiłam że Justin takie coś ma, on? serio? Najbardziej upodobałam sobie "NEVER SAY NEVER" i "BELIEVE". Nie znam przecież Justina dokładnie i nie wiem, czym się interesuje i takie tam... No nic, wszystkiego dowiem się w swoim czasie. Patrzyłam się jeszcze przez dobre 10 minut na te cytaty, naprawdę wyglądały cudnie, muszę sobie zgapić to od niego i w domu, to znaczy już w nowym domu jak wyjadę, takie zrobić. Stałam jak słup soli i patrzyłam się na sufit, nagle poczułam jakąś dłoń na ramieniu, przestraszyłam się i momentalnie się odwróciłam. Okazało się że to był Justin. Złapałam się za serce i zaczęłam dyszeć, musiałam się na niego wydrzeć bo o mało co na zawał nie zeszłam.
- Justin, oszalałeś?! Chcesz żebym zawału dostała?!
- Boże, tobie nic nie pasuje, przepraszam jeśli się przestraszyłaś.
- Mi nic nie pasuje?!
- No czasem lubisz zrzędzić.
- Ja zrzędzę?! No chyba nie.- Może nie potrzebnie się tak wkurzyłam na niego, ale to pod wpływem emocji no i wszystko mnie już przerasta...
- Zdarza ci się to czasem, nie zaprzeczaj.
- Już mnie człowieku nie denerwuj. Jedźmy do tej galerii.
- A nie wolisz tego jutro zrobić? Mogłabyś sobie odpocząć dziś.
- Nie! Do cholery, idziesz czy mam sobie zamówić taksówkę?
- Mogłabyś być milsza, bo przeginasz. Lepiej jedźmy już.
- No w końcu, pfff...
Justin:
Alex momentami doprowadza mnie do szału. Wydziera się nie potrzebnie, nie chciałem już się z nią kłócić. Może to wszystko już ją przerasta, sam nie wiem...
Alex:
Już mam tego wszystkiego dosyć, muszę iść do Amy po zakupach, bo ja nie wiem co mam robić. Ja tak dalej nie mogę żyć... Całą drogę przemilczeliśmy, nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Droga strasznie długo się ciągła, ale w końcu byliśmy na miejscu. Poszłam do tych sklepów co zawsze m.in. (H&M, House, Reserved, New Yorker itd.). Akurat trafiłam sobie na dzień wielkich przecen więc nakupiłam masę ciuchów. Kupiłam dużo szortów, topów, bluz, swetrów, spodni, 6 par butów i różne bransoletki, kolczyki, okulary i ogólnie takie akcesoria. Na koniec poszłam jeszcze zrobić jakieś zakupy do domu, bo lodówka świeciła szarością. Bardzo szybko uwinęłam się ze wszystkimi zakupami. Całą drogę przemilczeliśmy, no i to może dobrze bo byśmy się pokłócili doszczętnie o byle co. Justin wziął zakupy i wniósł do domu. Ja poszłam do łazienki oblać twarz zimną wodą i rozczesać włosy. Wyszłam i powiedziałam Justinowi że idę do Amy i mogę późno wrócić. Mało go to obchodziło że późno wrócę, a niby zawsze taki opiekuńczy, pff.. dla mnie to lepiej, mam więcej luzu i swobody. Na zegarku była 17:00 kiedy wyszłam z domu. Muszę przyznać że bałam się iść sama bo po tej aferze jak nas porwali. No i jeszcze w sprawy Justina jestem wplątana, to już w ogóle super... Nie chce o tym myśleć, muszę się wziąć w garść i iść na przód. Do kumpeli miałam jakieś 15 minut, ale moim tempem to dłużej schodzi. Przyszłam do nie na 17:25, przedłużyłam sobie podróż o 10 minut, trudno. Zapukałam do drzwi i czekałam na Amy. Słyszałam jak ktoś zbiega ze schodów i zbliża się. Drzwi się otworzyły a w progu zobaczyłam szczęśliwą Amy na mój widok.
- Hej Amy, jestem taka szczęśliwa że cię widzę w całości.
- Hej, no dobrze że nie jestem w połówce, hahaha. Wejdź do środka
- Słyszałam że byłaś w szpitalu z jakimś Dawidem, czy to ten co mi o nim opowiadałaś?
- Tak, właśnie z tym Dawidem byłam w szpitalu. A co się z tobą stało, bo za bardzo mi nie powiedzieli, hmm?
- Pamiętasz tego Justina, co z nim jechałyśmy na koncert?
- Tak tak, pamiętam.
- No to on mnie uratował i razem później byliśmy w szpitalu. Ale nie chcę o nim teraz gadać, możemy kiedy indziej?
- No jasne, nie ma problemu. Ale co się stało? Zranił cię czy co?
- Pokłóciliśmy się dzisiaj no i mnie to wszystko już cholernie przerasta. Muszę z tym zastopować i pomyśleć co dalej, chciałam żebyś mi pomogła to wszystko ogarnąć i doradzić co mam zrobić.
- Oczywiście że ci pomogę, od tego tu jestem, słonko. To mówisz że Justin się stał...
- Hahahaha, Tak stał się i to za szybko.
- Chodź, do mojego pokoju i tam sobie usiądziemy i pogadamy. Wezmę jakiś sok i coś do przekąszenia. Zmykaj na górę a ja zaraz tam przyjdę
- Okey.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Taki se rozdzialik, jak będę mieć wenę to dodam następny dzisiaj, ale nic nie obiecuję :D
CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
- Dobra Alex, to jest Chaz, Ryan, Chris, Dan, Fredo i James. Chaz, Ryan, Chris, Dan, Fredo i James, to jest Alex. Przedstawieni jesteście, więc możemy pogadać. Alex, jeśli nie chcesz z nami tu siedzieć, to porozglądaj się tu po domu, mój pokój jest na piętrze, ostatnie czarne drzwi w korytarzu.
- Yhym.- Odpowiedziałam troszkę znudzona. Stres już ze mnie zszedł i myślę że mnie jak najlepiej odebrali, tak sądzę. Szłam przez długi korytarz rozmyślając nad tym jak to wszystko się w szybkim czasie stało. Ledwo tydzień znam Justina, a już razem mieszkamy i nawet spaliśmy w jednym łóżku, nie mogę tak dalej, muszę to na chwilę zatrzymać i przemyśleć, po zakupach muszę pędzić szybko do Amy żeby doradziła mi co mam zrobić. To wszystko jest takie trudne, przerasta mnie to już... O już jest, pokój Justina. Miałam pozwolenie na zwiedzenia wszystkich pomieszczeń, ale nie poszłam do pokojów jego kumpli, bo dziwnie by mi było tak grzebać po pokojach obcych ludzi, jednakże nie skorzystałam, tylko odwiedziłam pokój Justina. Chwyciłam klamkę i popchnęłam drzwi do przodu. Wow! Jestem w niezłym szoku. Pokój jest cudowny *.* Czarno-fioletowe ściany, bosko, na środku pokoju znajdowało się ogromne łóżko, na ścianie była gigantyczna plazma a przy niej półeczka z trzema konsolami i gigantycznym stosem gier. Koło drzwi stały 3 wielkie szafy z ciuchami i jedna komoda też zapewne z ubraniami. Na suficie były różne napisy i cytaty, które bardzo mi się spodobały ale i też się zdziwiłam że Justin takie coś ma, on? serio? Najbardziej upodobałam sobie "NEVER SAY NEVER" i "BELIEVE". Nie znam przecież Justina dokładnie i nie wiem, czym się interesuje i takie tam... No nic, wszystkiego dowiem się w swoim czasie. Patrzyłam się jeszcze przez dobre 10 minut na te cytaty, naprawdę wyglądały cudnie, muszę sobie zgapić to od niego i w domu, to znaczy już w nowym domu jak wyjadę, takie zrobić. Stałam jak słup soli i patrzyłam się na sufit, nagle poczułam jakąś dłoń na ramieniu, przestraszyłam się i momentalnie się odwróciłam. Okazało się że to był Justin. Złapałam się za serce i zaczęłam dyszeć, musiałam się na niego wydrzeć bo o mało co na zawał nie zeszłam.
- Justin, oszalałeś?! Chcesz żebym zawału dostała?!
- Boże, tobie nic nie pasuje, przepraszam jeśli się przestraszyłaś.
- Mi nic nie pasuje?!
- No czasem lubisz zrzędzić.
- Ja zrzędzę?! No chyba nie.- Może nie potrzebnie się tak wkurzyłam na niego, ale to pod wpływem emocji no i wszystko mnie już przerasta...
- Zdarza ci się to czasem, nie zaprzeczaj.
- Już mnie człowieku nie denerwuj. Jedźmy do tej galerii.
- A nie wolisz tego jutro zrobić? Mogłabyś sobie odpocząć dziś.
- Nie! Do cholery, idziesz czy mam sobie zamówić taksówkę?
- Mogłabyś być milsza, bo przeginasz. Lepiej jedźmy już.
- No w końcu, pfff...
Justin:
Alex momentami doprowadza mnie do szału. Wydziera się nie potrzebnie, nie chciałem już się z nią kłócić. Może to wszystko już ją przerasta, sam nie wiem...
Alex:
Już mam tego wszystkiego dosyć, muszę iść do Amy po zakupach, bo ja nie wiem co mam robić. Ja tak dalej nie mogę żyć... Całą drogę przemilczeliśmy, nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Droga strasznie długo się ciągła, ale w końcu byliśmy na miejscu. Poszłam do tych sklepów co zawsze m.in. (H&M, House, Reserved, New Yorker itd.). Akurat trafiłam sobie na dzień wielkich przecen więc nakupiłam masę ciuchów. Kupiłam dużo szortów, topów, bluz, swetrów, spodni, 6 par butów i różne bransoletki, kolczyki, okulary i ogólnie takie akcesoria. Na koniec poszłam jeszcze zrobić jakieś zakupy do domu, bo lodówka świeciła szarością. Bardzo szybko uwinęłam się ze wszystkimi zakupami. Całą drogę przemilczeliśmy, no i to może dobrze bo byśmy się pokłócili doszczętnie o byle co. Justin wziął zakupy i wniósł do domu. Ja poszłam do łazienki oblać twarz zimną wodą i rozczesać włosy. Wyszłam i powiedziałam Justinowi że idę do Amy i mogę późno wrócić. Mało go to obchodziło że późno wrócę, a niby zawsze taki opiekuńczy, pff.. dla mnie to lepiej, mam więcej luzu i swobody. Na zegarku była 17:00 kiedy wyszłam z domu. Muszę przyznać że bałam się iść sama bo po tej aferze jak nas porwali. No i jeszcze w sprawy Justina jestem wplątana, to już w ogóle super... Nie chce o tym myśleć, muszę się wziąć w garść i iść na przód. Do kumpeli miałam jakieś 15 minut, ale moim tempem to dłużej schodzi. Przyszłam do nie na 17:25, przedłużyłam sobie podróż o 10 minut, trudno. Zapukałam do drzwi i czekałam na Amy. Słyszałam jak ktoś zbiega ze schodów i zbliża się. Drzwi się otworzyły a w progu zobaczyłam szczęśliwą Amy na mój widok.
- Hej Amy, jestem taka szczęśliwa że cię widzę w całości.
- Hej, no dobrze że nie jestem w połówce, hahaha. Wejdź do środka
- Słyszałam że byłaś w szpitalu z jakimś Dawidem, czy to ten co mi o nim opowiadałaś?
- Tak, właśnie z tym Dawidem byłam w szpitalu. A co się z tobą stało, bo za bardzo mi nie powiedzieli, hmm?
- Pamiętasz tego Justina, co z nim jechałyśmy na koncert?
- Tak tak, pamiętam.
- No to on mnie uratował i razem później byliśmy w szpitalu. Ale nie chcę o nim teraz gadać, możemy kiedy indziej?
- No jasne, nie ma problemu. Ale co się stało? Zranił cię czy co?
- Pokłóciliśmy się dzisiaj no i mnie to wszystko już cholernie przerasta. Muszę z tym zastopować i pomyśleć co dalej, chciałam żebyś mi pomogła to wszystko ogarnąć i doradzić co mam zrobić.
- Oczywiście że ci pomogę, od tego tu jestem, słonko. To mówisz że Justin się stał...
- Hahahaha, Tak stał się i to za szybko.
- Chodź, do mojego pokoju i tam sobie usiądziemy i pogadamy. Wezmę jakiś sok i coś do przekąszenia. Zmykaj na górę a ja zaraz tam przyjdę
- Okey.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo. Taki se rozdzialik, jak będę mieć wenę to dodam następny dzisiaj, ale nic nie obiecuję :D
CZYTASZ= MILE WIDZIANY KOMENTARZ
Alex
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz